• Menu
  • Menu

ZAWRAT – POCZĄTEK ORLEJ PERCI

Wyprawa w góry to dla mnie zawsze moment próby. To czas, w którym sam na sam pozostaję ze swoją siłą, wytrzymałością, lękami… Za każdym razem pokonuję kolejną barierę, podejmuję się kolejnych prób. Tym razem celem był Zawrat – przełęcz stanowiąca początek Orlej Perci.

Nasz szlak, jak pokazują mapy.cz, których zostałam wierną fanką, wyglądał następująco:

Do pokonania mieliśmy ponad 20 km, w tym kilka stronnych podejść zabezpieczonych łańcuchami i klamrami (na odcinku znad Zmarzłego Stawu na Przełęcz Zawrat). Całość zajęła nam niemal 11 godzin, z przerwą na obiad w Schronisku PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich.

Kuźnice

Nasz trekking rozpoczęliśmy w Kuźnicach – regionie Zakopanego, z którego swój początek bierze wiele szlaków turystycznych m. in. na Nosal, Kasprowy Wierch czy do Doliny Gąsienicowej. Dostaliśmy się tu busem z centrum miasta, który kosztuje 4 zł za osobę. Połączenia busowe są najwygodniejszą formą poruszania się po Zakopanem i okolicy – wszędzie wjadą i nie trzeba martwić się o parking. Do Kuźnic można także dojść pieszo, jednak w przypadku wysokogórskiej wycieczki szkoda na to czasu.  

Do Doliny Gąsienicowej z Kuźnic można dojść w dwojaki sposób:

  • niebieskim szlakiem przez Boczań – szlak w dużej mierze prowadzący przez las, z nieprzyjemnym podejściem na początku, ale za to pięknymi widokami pod koniec i mnóstwem kwitnących w sierpniu dziewięćsiłów, polecam go szczególnie na zajścia  
  • żółtym szlakiem przez Dolinę Jaworzynki – szlak niemal od początku piękny widokowo, wygodny do podejścia.

My wybraliśmy ten drugi, ponieważ jest to jedna z naszych ulubionych tras w tej części Tatr. Podejście Doliną Jaworzynki do Przełęczy między Kopami (1 499 m n.p.m.) zajmuje ok. półtorej godziny. Początkowo wiedzie polaną, wśród starych szałasów. Widać stąd pięknie górną część szlaku. Dalej trasa prowadzi przez las – podejście nie jest bardzo strome, ale w dość szybkim tempie nabiera się wysokości. Ostatni odcinek trasy stanowi przejście kamienną ścieżką wśród kosodrzewiny. Zakosy prowadzą do Przełęczy między Kopami – stąd rozpoczynają się przepiękne widoki na Dolinę Gąsienicową i Orlą Perć. To miejsce, które trzeba zobaczyć wybierając się w Tatry – bardzo warto! 

Dolina Gąsienicowa

Kolejny etap szlaku to przejście z Przełęczy między Kopami do Schroniska PTTK „Murowaniec”. Trekking zajmuje około pół godziny i jest niezwykle przyjemnym spacerem raz w górę, raz w dół. Z przewagą tego drugiego przez co nie obca jest mi tu myśl „po co wchodziłam na tę górę?!”.

Sama Dolina Gąsienicowa to jedno z najpiękniejszych miejsc w Tatrach. To także doskonały punkt wypadowy na wysokogórskie szlaki. My ruszyliśmy jednym z nich do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Szlak jest przyjemny, odpowiedni dla każdego turysty – nie ma stromych podejść, ani ekspozycji. Kamienna ścieżka wiedzie głównie przez kosodrzewinę oraz piarżysko, na którego dnie (po lewej stronie) znajduje się pamiątkowy kamienny obelisk upamiętniający miejsce śmierci Mieczysława Karłowicza.

Czarny Staw Gąsienicowy to doskonałe miejsce na odpoczynek. W sezonie pełno tu turystów więc warto przejść kawałek dookoła jeziora, by znaleźć zaciszne miejsce. Czas przejścia z Murowańca nad Staw to około pół godziny.

Wejście na Zawrat

Znad Czarnego Stawu Gąsienicowego ruszyliśmy niebieskim szlakiem ku Przełęczy Zawrat. Pierwsza jego część prowadziła kamienną dróżką wzdłuż jeziora (ok. pół godziny). Była to rekreacyjna część trasy, której towarzyszyły piękne widoki. Szlak zmienił się nieco za rozejściem się szlaków – żółty skręcał na Granaty, które są kolejnym postawionym sobie przeze mnie celem wyprawy w Tatry. Stał się bardziej stromy, prowadził kamiennymi zakosami do Zmarzłego Stawu – niedużego, najwyżej położonego w Dolinie Gąsienicowej jeziorka polodowcowego. Podejście to zajęło nam niemal godzinę. Trasa była wciąż przyjemna choć nieco bardziej wymagająca. Tutaj znajduje się kolejne rozejście szlaków – tym razem żółty szlak odbija na Kozią Przełęcz.

Kolejny odcinek szlaku na Zawrat to mocne podejście, które zajęło nam ok. półtorej godziny. Do pokonania zostało prawie 400m. W początkowym fragmencie szlak pnie się ku górze kamienną drogą. Podczas naszego lipcowego pobytu zalegał tu śnieg, a temperatura spadła poniżej 10°C.

Mniej więcej w połowie zamienia się w mocno eksponowany szlak pełen zabezpieczeń. Łańcuchy są tu nie dla żartu, ich wykorzystanie jest konieczne. Pojawiają się także klamry – przy wzroście 160 cm niezbędne do użycia. Najzwyczajniej w świecie momentami brakowało mi tu nogi! Szlak prowadzi ścianą Małego Koziego Wierchu – jest najtrudniejszym ze wszystkich, na których byłam. Adrenalina skoczyła, ale frajda była ogromna!

Tuż po południu staliśmy już na Zawracie. Niestety, pogoda nieco się załamała i zamiast pięknych widoków zobaczyliśmy mnóstwo gęstych chmur. Udało się nam jednak złapać kilka zdjęć leżącej poniżej Orlej Perci Doliny Pięciu Stawów Polskich.

Zejście z Zawratu do Doliny Pięciu Stawów Polskich

Po krótkim odpoczynku na Przełęczy Zawrat, zjedzeniu kanapek i zrobieniu pamiątkowych zdjęć ruszyliśmy w dół ku Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Nie mając samochodu na parkingu poczuliśmy możliwość zejścia na drugą stronę góry – wspaniałe uczucie! Szlak w dół prowadził kamienną ścieżką, opadał dość łagodnie jedynie momentami zaskakując nas  ostrzejszym zejściem. W porównaniu ze szlakiem z Doliny Gąsienicowej wydawał nam się bardzo prosty, wręcz wypoczynkowy, pozbawiony wszelkich umocnień i zabezpieczeń.

Wynagrodzeniem naszego wysiłku było podwójne spotkanie z kozicami – jedną z nich spotkaliśmy na szlaku oraz pięciokrotne wypatrzenie świstaków. Dla takich przygód warto wchodzić w wysokie Tatry! Szlak z Zawratu do Doliny Pięciu Stawów (w okolice Wielkiego Stawu) zajmuje ok. 1 godz. 20 min. Stąd do Schroniska PTTK w dolinie prowadzi kamienna, płaska ścieżka – ok. 15 min.

W schronisku odpoczywaliśmy. Zjedliśmy smaczny obiad, wypiliśmy gorącą czekoladę i dopełniliśmy brzuchy smaczną szarlotką. Ceny są tu przyjazne, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że towary dostarczane są  tu specjalnym wyciągiem, który można zobaczyć schodząc do Doliny Roztoki czarnym szlakiem.

Droga do Palenicy Białczańskiej

Z Doliny Pięciu Stawów Polskich zeszliśmy czarnym szlakiem, a dalej zielonym – Doliną Roztoki. To najszybsza trasa w dół. Omija ona wprawdzie najwyższy z polskich wodospadów – Siklawę, ale tego dnia kolejne emocje nie były nam potrzebne. Byliśmy zmęczeni, zaczynały boleć nas nogi, w dodatku dzień wcześniej lekko skręciłam kostkę, więc nie chciałam jej mocniej nadwerężać. Szlak z doliny biegnie najpierw wśród kosówki – wciąż pięknie ukazując Wysokie Tatry – szczególnie wschodnią część Orlej Perci (Krzyżne) i dalej Wołoszyn. Zejście jest dość strome i mocno obciążające kolana. Trwa ok. 45 min. Dalej szlak łagodnieje, piękne widoki zastępowane są przez las. Co jakiś czas pojawiają się duże kamienne schody. To mniej przyjemna część zejścia przez Dolinę Roztoki. Całość – do Wodogrzmotów Mickiewicza – zajmuje ok. 1 godz.

Ostatnia część naszej wyprawy to półgodzinny odcinek szlaku z Morskiego Oka. Trasa wiedzie asfaltową drogą. Jest to prosty szlak – idealny na odpoczynek dla nóg po ciężkim dniu. Dysponując chwilą czasu można zatrzymać się na relaks i podziwianie widoków z dołu Doliny Rybiego Potoku. Koniec naszej wyprawy stanowiła Palenica Białczańska. Stąd udaliśmy się do Zakopanego busem. Jego koszt to 10 zł za osobę. Dojazd zajmuje ok. pół godziny.

Nasza wyprawa na Zawrat była zdecydowanie najtrudniejszą i najbardziej wymagającą spośród wszystkich, które do tej pory zrobiliśmy w polskich Tatrach. To także początek kolejnych marzeń o innych szczytach Orlej Perci. Być może następnym razem ruszymy na Granaty…