• Menu
  • Menu

WYPOCZYNEK NA ISTRII – zachodnie wybrzeże

Podczas pobytu na Istrii chcieliśmy w krótkim czasie zobaczyć jak najwięcej. Żal było nam jednak słońca i chcieliśmy wykorzystać piękną pogodę na słoneczne i morskie kąpiele. Miejscem, w którym można wspaniale połączyć relaks ze zwiedzaniem jest właśnie zachodnie wybrzeże istryjskiego półwyspu.

Pierwszym, i w moim odczuciu najpiękniejszym, miasteczkiem nadmorskim łączącym w sobie atmosferę wypoczynku z ciekawą historią i piękną zabudową jest Rovinj. Leży on mniej więcej po środku zachodniego wybrzeża, więc dojazd z każdej strony jest łatwy – my jechaliśmy z Porecia mijając po drodze liczne straganiki z lokalnymi wyrobami – serami, alkoholami, oliwami itd. Wszystkie przysmaki są przepyszne i polecam z całego serca popróbowanie ich!

W samym Rovinju największe problemy mieliśmy z parkowaniem – byliśmy poza sezonem, a znalezienie miejsca blisko Starówki graniczyło z cudem. Po pół godzinie jazdy w kółko w końcu  zostawiliśmy samochód i ruszyliśmy do miasta. Już sam widok na malowniczo położone miasto od strony portu był urzekający.

Swoje początki Rovinj datuje na rok 1763, kiedy to osada rybacka na małej wysepce została połączona z lądem przez zasypanie oddzielającej ją cieśniny. W ten sposób powstała najstarsza część miasta, która z trzech stron otoczona jest Adriatykiem. Widok – niesamowity! Starówka zbudowana z ciasno przylegających do siebie domów krytych czerwoną dachówką, typowych dla włoskiego stylu, ciasnych i brukowanych uliczek, gdzie dostaniemy się jedynie pieszo, każdego dnia cieszy oczy tysięcy turystów. Aż roi się w niej od straganików, ulicznych sprzedawców pamiątek, regionalnych przysmaków, kawiarni i restauracyjek z lokalną kuchnią. Atmosferę tego miejsca można chłonąć godzinami.

Nad Starówką Rovinija góruje kościół św. Eufemii. To najwyższa budowla w mieście, położona w centrum starego miasta, w najwyższym jego punkcie. Świątynia jest potężnych rozmiarów, a wzniesiona została na cześć św. Eufemii, jednej z pierwszych chrześcijańskich męczennic, która zginęła z rozkazu cesarza Dioklecjana. Wzniesiona została w XVIII wieku, a w jej wnętrzu przechowywane są szczątki patronki. Główną atrakcją miejsca jest wysoka na ponad 60 metrów wieża kościelna, z której można podziwiać przepiękną panoramę, nie tylko miasta, ale także rozsianych po Morzu Atlantyckim małych wysepek. Dzwonnica zbudowana jest na wzór wieży z placu Św. Marka w Wenecji. Całe miasto przypomina nieco swoją architekturą Wenecję, która przez wiele stuleci panowała na półwyspie istryjskim.

Poreč to kolejny przystanek podczas naszego majowego wyjazdu. Tym razem wybraliśmy bazę noclegową nad samym morzem, by móc skorzystać z uroków pięknej pogody i nie mniej pięknego wybrzeża! Plaże w Poreču są kamieniste, jak w większości miejsc w Chorwacji. Pamiętajcie o tym pakując swoje walizki – buty do wody są niezbędnym wyposażeniem. W maju woda nie była najcieplejsza, ale udało się nam zamoczyć (o pływaniu nie było jednak mowy). Słońce nie zawodziło – można było poleżeć na leżaku i cieszyć się pięknymi okolicznościami przyrody.

Poreč, chociaż dla nas dość plażowy, jest także miastem z ciekawą historią. Początki miasta sięgają V w. p.n.e. kiedy na Istrii pojawili się Ilirowie. W roku 177 p.n.e. tereny dzisiejszego Poreča trafiły pod władanie Rzymian, którzy nazwali je Julia Parentinum, a następnie do Cesarstwa Bizantyjskiego. To właśnie w tym okresie powstała w mieście katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, powszechnie znana jako bazylika Eufrazjusza. W kolejnych stuleciach Poreč przechodził pod władanie Wenecjan, Turków, Austriaków, Włochów, aż w końcu po II wojnie światowej stał się miastem Jugosłowiańskim. Co ciekawe, do dnia dzisiejszego Poreč zachował oryginalny układ ulic z okresu jego powstania. Zauważyć to można na przykładzie krzyżujących się głównych ulic: Cardo Maximus i Decumanus.

Miastem, które warte jest odwiedzenia, a leży zupełnie nieopodal Poreča jest Motovun. Miejscowość ta jest bajecznie wręcz zlokalizowana – otula jedno z istryjskich wzgórz. Widok ten nieco przywodzi na myśl Toskanię. Jednak zamiast pól, okoliczne wzgórza porastają lasy po brzegi wypełnione tutejszym przysmakiem – truflami.

Początki Motovunu sięgają czasów starożytnych, kiedy to Ilirowie i Celtowie zbudowali na wzgórzu swoje fortece. Miasto istniało także jako rzymski obóz wojskowy w miejscu dawnej iliryjskiej osady. Jest  najlepiej zachowanym średniowiecznym fortem Istrii, który objął szczyt stromego wzgórza. W 1278r. został zajęty przez Republikę Wenecką, a następnie rozrywany przez okoliczne kraje tak jak cała Istria. Motovun poza pięknymi krajobrazami ma to, czego nie mają duże, znane miasta Chorwacji – ciszę i spokój. Być może miał na to wpływ fakt, że nie byliśmy tu w sezonie – ale cisza wypełniała nasze uszy, a lunch w restauracji z widokiem na okoliczne wzgórza był najlepszą formą wypoczynku. W mieście jest kilka zabytkowych miejsc, najciekawsze stanowią mury miejskie. Jednak to właśnie atmosfera miasta i wszechobecny spokój budzą we mnie najlepsze wspomnienia. I trufle – koniecznie trzeba ich spróbować!

Ostatnim punktem naszego objazdu chorwackiej Istrii był Umag. Tu także postanowiliśmy wygrzać się na słońcu. Aż 10  tutejszych plaża odznaczono certyfikatem Błękitnej Flagi. Plaża, na którą dotarliśmy była żwirowa, dobrze zagospodarowana i prawie zupełnie pusta. Morze zdawało się być tak płytkie, jak tylko się da. Cieszyło nas to, bo dzięki temu woda była cieplejsza i można było nią dłużej spacerować. Niestety o pływaniu nadal nie było mowy.

Umag nazywany jest przez niektórych „Bramą Chorwacji do Europy”, stąd już tylko kilka minut jazdy dzieli nas do Słowenii i Włoch. Oczywiście taka bliskość słonecznej Italii skłoniła nas do odwiedzin – już po raz drugi w tym roku skoczyliśmy na pizzę do jej ojczyzny. I po raz kolejny potwierdzam: nigdzie na świecie nie jest tak pysznie jak we Włoszech! Ale miało być o Umagu… Stare miasto znajduje się na małym półwyspie (niegdyś wyspie) na północno-zachodnim wybrzeżu Istrii. Zostało zbudowane na fundamentach rzymskich ruin. Do dziś zachowało sieć wąskich uliczek i średniowiecznej struktury miejskiej. Atrakcją miasta jest także leżąca tuż obok w Savudrija, jedna z najstarszych latarni morskich nad chorwackim Adriatykiem. Zbudowana została w roku 1826. Miasto posiada ładną Starówkę zbudowaną na wzór innych miast znajdujących się pod panowaniem Wenecjan. Warto odwiedzić miejskie kościoły: św. Roche, zbudowany po epidemii dżumy w 1507 roku oraz kościół parafialny pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i św. Peregrine, patrona miasta Umag.

Jeżeli rozważacie przyjazd na Istrię to powiem Wam jedno – nie ma się nad czym zastanawiać. Dojazd jest doskonały, pogoda raczej pewna (przynajmniej w letnich miesiącach), a atrakcji na pewno nie zabraknie. Poza tym, mimo że chorwackie ceny pną się od kilku lat w górę to nadal nie są tak wysokie jak w Europie Zachodniej.