• Menu
  • Menu

WYCIECZKA PRZEZ SAHARĘ

Prawdziwy powód zachwytu nad Tunezją to wycieczka na Saharę. To największa gorąca pustynia na naszej planecie. Zajmuje powierzchnię 9 064 300 km² i rozciąga się na terytorium 11 państw: Algierii, Czadu, Egiptu, Libii, Mali, Mauretanii, Nigru, Maroka, Sahary Zachodniej, Sudanu i Tunezji. To przeogromna przestrzeń pozbawiona właściwie śladów cywilizacji.

Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy w Al-Dżamm. W mieście znajduje się najbardziej spektakularny zabytek z czasów rzymskich w Afryce Północnej – trzeci z największych amfiteatrów na świecie. Zbudowany został w latach 230-238 n.e., najprawdopodobniej na zlecenie cesarza Gordiana I. Powierzchnia amfiteatru ma kształt elipsy o obwodzie 427 m, długości 149 m i szerokości 124 m. Widownia, w najwyższym punkcie znajduje się na 36 metrach. W szczytowym okresie amfiteatr mógł pomieścić 30-35 tys. widzów. Jest fantastycznie zachowany, przez co stał się scenografią filmową. Kręcono tu na przykład słynnego Gladiatora.

Po zwiedzeniu amfiteatru w Al-Dżamm udaliśmy się do Matmaty – miasta, które wielu uznaje za wrota na pustynię. Dla nas było to przystanek obiadowy i możliwość zetknięcia się z lokalnymi mieszkańcami – Berberami. Zjedliśmy tu smakowity gulasz barani z kuskusem i dynią, a także zobaczyliśmy, że tutejsza ludność żyje tak, jak wiele lat temu. Ich domy wydrążone są w skałach, składają się z kilku izb. Pośrodku znajduje się palenisko pełniące funkcję kuchni. Sypialnia to ręcznie produkowane dywany poukładane na ziemi. Skromnie, ale wystarczająco. Berberowie nie korzystają z dobrodziejstw cywilizacji – nie posiadają telewizorów, ani konsoli do gry. Nie stronią jednak od telefonów komórkowych i laptopów – część współczesnego świata dotarła nawet na pustynię. Mimo to byliśmy zaskoczeni, że do dziś życie toczy się tu zupełnie inaczej, że można żyć bez wygód i luksusów…

Kolejnym etapem naszej podróży był przejazd karawaną po pustyni. Wraz z kilkoma innymi turystami dosiedliśmy wielbłądów. Uczucie, które nam towarzyszyło było nie do opisania – trochę ekscytacji, nieco zaskoczenia, odrobina lęku… Początkowo nie mogliśmy uznać wielbłądów za wygodny środek transportu – z czasem przyzwyczailiśmy się. Jazda na wielbłądzie przypominała nieco jazdę konną, w nieco mniej sprzyjających warunkach. Wszędzie dookoła nas widać było piasek. Góry piasku. Krajobraz był niesamowity, poza nami żadnej żywej duszy, żadnej zieleni… Niesamowite! Na wielbłądach zostaliśmy do zachodu słońca, co jakiś czas przystając na przerwę zdjęciową. Słońce na pustyni zaszło, a zaraz potem na niebie wyłoniły się tysiące gwiazd. Przed nami był jeszcze kawałek drogi – celem był hotel położony pośrodku pustyni (a więc jednak cywilizacja…).

Kolejny dzień rozpoczęliśmy bardzo wcześnie, spaliśmy może 4 godziny! A wszystko po to, by zdążyć na kolejny spektakl słoneczny. Tym razem chcieliśmy dotrzeć przed wschodem nad Chott El Jerid – największe słone jezioro w Tunezji. Udało się. Słone jezioro lśniło w promieniach słońca. Pogoda nie była idealna – ale i tak wschód słońca zrobił na nas wielkie wrażenie. Podobnie jak fakt, że noce (a i brzask) na pustyni są wręcz zimne – krótkie spodenki i lekki sweterek to o wiele za mało, by nie zmarznąć.

Tego dnia z wielbłądów przesiedliśmy się do samochodów 4×4. Jazda nimi była o wiele szybsza i bardziej komfortowa. Całkiem przypadkowo trafił nam się kierowca kochający adrenalinę. Przejechaliśmy fragmentem słynnej trasy rajdu Paryż – Dakar – po wydmach mknęliśmy z prędkością iście rajdową. Była adrenalina i mnóstwo frajdy – polecamy osobom o mocnych nerwach! Dotarliśmy na zachowany sprzed lat plan filmowy Gwiezdnych Wojen. Nie jesteśmy fanami sagi to też nie zrobiło to na nas wielkiego wrażenia. Wciąż zachwycała nas jednak pustynia – jej bezkresne przestrzenie pełne piachu, piach i jeszcze raz piachu…

Każdy wędrowca musi co jakiś czas odpocząć – czasami chodzi o wodę, czasem o święty spokój… Na pustyni najlepiej nadają się do tego oazy. Wyjątkowo piękne są te położone w górach Atlas. Dają chwilę wytchnienia i pozwalają zapomnieć o problemach. Dodatkowo mają dostęp do czystej wody, co zawdzięczają istniejącym na ich terenach źródłom słodkiej wody. Ja zakochałam się wręcz w leżącej tuż obok granicy z Algierią Szabice. Piękna oazy dopełnia położony w wąskim wąwozie wodospad, pod którym można się wykąpać oraz jej położenie wewnątrz gaju palmowego.

Swoją pustynną wycieczkę skończyliśmy w Kairuanie, które jest jednym z lokalnych świętych miejsc Islamu. Największą atrakcją miasta jest Wielki Meczet, zwany również Meczetem Sidi Okba (od imienia fundatora i założyciela Kairuanu). Zbudowany został ok. 670 r. Pierwotna budowla została całkowicie zniszczona, a obecna świątynia to dzieło Aghlabidów z IX w. Warto zobaczyć tę budowlę. Innowiercy mogą obejrzeć ją jedynie z zewnątrz, dlatego nie udało się nam wejść do środka. Sama bryła jest dość skromną, choć ogromną, wersją meczetu. Jego wygląd pasuje do pustynnej aury, w jakiej się znajdowaliśmy.

Nasza przejażdżka po pustyni trwała dwa pełne dni. Dziś zastanawiam się, czy nie była zbyt krótka. Byłam (i jestem) nią zachwycona. Na pewno pozostawiła we mnie uczucie niedostatku, które wciąż pcha mnie na pustynne tereny… Dla mnie wycieczka na Saharę to wyprawa konieczna podczas pobytu w Tunezji. Planuję zobaczenie jej także z perspektywy innego kraju… niestety w obecnej sytuacji nie wiadomo kiedy będę mogła wrócić do podróżowania.