• Menu
  • Menu

WADI RUM – CZERWONA PUSTYNIA

Wadi Rum to czerwona pustynia, dla odwiedzenia której do Jordanii każdego dnia przybywają spragnieni wrażeń turyści. Wysuszony krajobraz, po brzegi wypełniony piachem i skałami pozostaje w pamięci na długie dni…

Pustynia Wadi Rum znajduje się nieopodal jedynego jordańskiego kurortu nadmorskiego – Akaby. Droga do centrum turystycznego zajmuje około godziny. My, na wycieczkę wybraliśmy się na własna rękę, istnieje także możliwość wyjazdu z jednym z wielu lokalnych biur podróży. Znaczącą różnicą między tymi dwoma formami zwiedzania jest cena wycieczki. Kiedy interesowaliśmy się wyjazdem fakultatywnym cena wynosiła 40-60JOD za osobę. My za ponad 4-godzinną przejażdżkę jeepem oraz półgodzinną przeprawę przez pustynię na wielbłądach wraz z lekkim lunchem zapłaciliśmy 23JOD za osobę (podróżowaliśmy w 5 osób). Okazało się, że w miejscowości Rum jest wielu przewodników, którzy za mniejszą cenę pokazują turystom cuda natury dostępne w Wadi Rum.

Pierwszym przystankiem na naszej kilkugodzinnej trasie była skała Lawrence’a. Widok, który roztaczał się z jej szczytu był olśniewający! Warto było się trochę zmęczyć i wejść na górę chociaż momentami warunki były trudne! Tutejsze chodzenie po górach nie przypomina tego, które znamy z Polski. Brak tu jednoznacznie wyznaczonego szlaku oraz jakichkolwiek zabezpieczeń. W związku z tym trzeba uważać na spadające i ruchome kamienie, bardzo ważne są też wygodne buty z dobrą przyczepnością. Wszystkim, którzy chcą wybrać się na pustynie w japonkach albo sandałkach mówię stanowcze nie!

Po zdobyciu szczytu ruszyliśmy w głąb pustyni. Kilka kilometrów dalej czekały na nas wielbłądy. Te niezwykle zwierzęta do dziś stanowią ważny środek transportu dla Beduinów. Wielokrotnie widzieliśmy jak podróżują oni na grzbiecie zwierząt miedzy miejscowościami,  niejednokrotnie przewożąc duże ciężary. Oczywiście wiele wielbłądów jest hodowanych w celach zapewnienia atrakcji turystom. Mamy nadzieje, że są dobrze traktowane…

Jak pustynia to i piach! Jedną z atrakcji Wadi Rum są czerwone wydmy. Na jedną z nich wdrapywaliśmy się podczas naszej wycieczki. Trudno opisać uczucie, które towarzyszy takiemu spacerowi. Do butów nasypuje się piach, a każdy krok jest trudniejszy od poprzedniego. Piasek nie stanowi wygodnego gruntu, w dodatku jest to droga pod górkę! Warto jednak podjąć próbę i stanąć na szczycie jednej z wydm – najlepiej takiej mniej obleganej przez turystów. Widoki są wspaniałe! Niektórzy przewodnicy proponują także zjeżdżanie z wydm na deskach – sandboarding. Niestety nasz nie wziął ze sobą deski. Sandboarding zapisujemy na liście aktywności do spróbowania!

Podczas gdy nasza wyprawa po pustyni nabierała rozpędu naszym oczom ukazywały się coraz to nowe, zapierające dech w piersiach krajobrazy. Wadi Rum to pustynia zupełnie inna niż znana nam z Tunezji Sahara. Wszechobecny piach dopełniony jest widokiem wysokich skał wyrastających pośrodku niczego. Nie licząc turystycznych jeepów na pustyni nie widać cywilizacji. Poza sezonem można powiedzieć, że panuje tu spokój, można znaleźć miejsce tylko dla siebie. W takim miejscu warto zatrzymać się na chwilę, zapomnieć o aparacie i pobyć sam na sam z naturą… Jest przepięknie!

Formy skalne na pustyni przybierają różne kształty. Jednym ze sztandarowych miejsc, odwiedzanych przez wszystkich turystów w Wadi Rum jest łuk skalny o nazwie Burdah Rock Bridge. Jest to miejsce, gdzie turyści z całego świata robią setki zdjęć. Widok kolejny raz zachwyca, a same skały okrywają wielotysięczne historie erozji. Nie wiem jak Wy, ale w takich momentach czuję, ze nauka geografii była istotna!

Przy Burdah Rock Bridge czekał na nas lunch. Jako, że nie spędzaliśmy nocy na pustyni (w lutym temperatury po zachodzie słońca oscylują w okolicach 0 stopni) otrzymaliśmy suchy prowiant w zamian za beduińską kolację. Byliśmy tym nieco zawiedzeni, ale kanapka z tuńczykiem i świeże owoce okazały się smaczniejsze niż wyglądały! Poza tym lunch odbył się w beduińskim namiocie. Jedliśmy na podłodze wyłożonej dywanami, otrzymaliśmy też herbatę z miętą – tradycyjny napój Beduinów, który podaje się dzisiaj do obiadu w całym kraju. Drugim napojem, którego trzeba spróbować będąc w Jordanii jest turecka kawa z kardamonem – przysmak dla prawdziwych kawoszy.

Kolejnym punktem, który odwiedziliśmy w Wadi Rum był kanion Khazali Canyon. Przeszliśmy się jedynie jego fragmentem, gdyż wspinaczka po ścianach wąwozu mnie przerosła. Jak się okazało, najlepiej wspinać się tu boso – dobra przyczepność do skał mile widziana. W butach, w lutym kiedy ściany kanionu są mokre wydaje się być to niemożliwe. Przechadza po tym miejscu była przygodowa. Wąwóz po części wypełniała woda! Na jego ścianach można zobaczyć stare wykute w skałach inskrypcje.

Wadi Rum jest jedną z największych atrakcji turystycznych Jordanii. Pustynię można przemierzać jeepem (obowiązkowy lokalny przewodnik), na wielbłądzie i pieszo.  Według mnie najlepiej posmakować każdego z tych wariantów poruszania się. Z każdym kilometrem, który oddalał nas od cywilizacji wyłaniały się coraz to piękniejsze krajobrazy. Dookoła nas pozostawał niekończący się piach i przeróżne formy skalne. Jest to miejsce, którego nie trzeba rekomendować, które zachwyca i zapada w pamięć. Dzisiaj wiem, że Wadi Rum pozostaje jednym z najpiękniejszych wspomnień z Jordanii.

Za wspólne zwiedzanie pustynia dziękujemy Ewie, Wioli i Damianowi. Dzięki Waszemu towarzystwu śmiechu było co nie miara!