• Menu
  • Menu

PARK NARODOWY DOI INTHANON

Większość z nas myśląc o Tajlandii widzi przed oczami rajskie plaże porośnięte palmami, kolorowe drinki i złoty piasek. Kraj ten ma jednak do zaoferowania o wiele więcej, i tym razem nie chodzi o wytworne, mistyczne niemalże świątynie. Jednym z miejsc, które warto odwiedzić, podczas podróży do Tajlandii, jest znajdujący się na północy kraju Park Narodowy Doi Inthanon. To właśnie w nim znajdują się najwyższe góry sięgające ponad 2 500 metrów n.p.m.

Wycieczki w Doi Inthanon można kupić niemal w każdym biurze podróży w Chiang Mai. Ulegliśmy pokusie i zakupiliśmy jedną z nich. Zakładała ona odwiedziny królewskiej Pagody – przepięknego ogrodu, w którym stoją dwie świątynie poświęcone władcom Tajlandii, a także trekking na najwyższą górę kraju oraz kilka punktów widokowych.

Wycieczka była zaskoczeniem, ponieważ okazało się, że w sezonie, wcale nie w całej Tajlandii świeci słońce i nie zawsze pogoda jest tropikalna. Rano w Parku Narodowym Doi Inthanon były 4 stopnie ciepła! Ubrani w ciepłe swetry i długie spodnie ruszyliśmy w drogę!

Bliźniacze pagody Króla i Królowej Phra Mahathat Naphamethanidon są punktem obowiązkowym wycieczki do Parku Narodowego, który od południowo-wschodniej strony rozpoczyna pasmo Himalajów. Zbudowano je pośmiertnie dla tajskiego króla Bhumibol Adulyadeja i królowej Sirikit. Robią wrażenie zarówno z kompleksu, w którym się znajdują, jak i z punktu widokowego na jednym ze szlaków pieszych Doi Inthanon. Na zwiedzanie kompleksu należy przeznaczyć 30 – 60 minut, w zależności od tego czy jesteście miłośnikami ogrodów oraz od tego jak wygląda plan Waszego dnia. Do świątyni można dostać się pokonując kilkaset schodów lub… schodami ruchomymi zbudowanymi jako udogodnienie dla osób niepełnosprawnych. Wybraliśmy pierwszą opcję i już po kilku minutach osiągnęliśmy szczyt. Roztaczał się z niego widok na pobliskie pasma górskie spowite mgłą, która opasała tropikalny las. Pięknie! Z tej perspektywy widać dobrze, jak wielkie są królewskie pagody, że dążą do nieba, swoim wyglądem zawstydzają i pokazują wyższość rodziny królewskiej nad zwykłymi śmiertelnikami.

Kolejnym przystankiem był szlak pieszy w Doi Inthanon. Łączy on dwa wysokie szczyty, z których przy dobrej widoczności widać całe pasmo górskie. Niestety, pogoda nie rozpieszczała i gęsta mgła często zasłaniała nam widoki. Dodatkowo mieliśmy wrażenie, że wraz z nam do Parku Narodowego przybył smog z Chiang Mai spowodowany nagminnych wypalaniem pól przez Tajów! Sam szlak pobudzał wyobraźnie, wiódł przez mglisty las tropikalny. Z jednej strony ciemny, z drugiej bardzo zielony. To tu, to tam wyrastały liany, pojawiały się wodospady… Nad nami fruwały stada ptaków i owady! Dookoła rosły rododendrony. Kilkugodzinny spacer po parku to nie lada przygoda.

W parku narodowym Doi Inthanon znajduje się wiele wodospadów. Najwyższym z nich jest Mea Ya, który mierzy ponad 280 metrów. Nasza wycieczka zakładała odwiedzenie innego – wodospadu Wachiratarn. Był wysoki, imponujący, położony wśród zieleni. Czy zrobił na nas wielkie wrażenie? Mówiąc szczerze – nie. Być może był to efekt wodospadów, które odwiedziliśmy w Indonezji i Meksyku… Warto jednak podjechać tu i odetchnąć świeżym powietrzem w towarzystwie dziesiątek mnichów.

Podsumowując, wycieczka do Parku Doi Inthanon jest jedną z topowych wycieczek fakultatywnych z Chiang Mai. Każdy turysta może znaleźć jej wersję skrojoną niemal na swój wymiar – z trekkingiem lub bez, z lunchem lub bez, z wybranymi wodospadami, wioskami, fermami kawy itd, itp. Jest to jednak wycieczka, która nie wpisuje się w moje ulubione podczas pobytu w Tajlandii. Uważam, że będąc tu dość krótko bardziej warto było zobaczyć mi inne miejsca – tylko czy tak samo uważałabym gdybym tu nie dotarła?