• Menu
  • Menu

NA RYSY OD SŁOWACKIEJ STRONY

Każdy z nas ma przynajmniej jedno miejsce, które kojarzy mu się z dzieciństwem. W moim przypadku bezkompromisowo są to Tatry – najwyższe z polskich gór, majestatyczne, przyciągające niczym magnes… W te wakacje, powodów sentymentalnych, ale także pandemicznych postanowiłam wrócić w góry, spędzić czas w Zakopanem, które czasami wydaje mi się bardziej znajome niż Łódź, z którą wiąże swoje życie. I spełnić marzenie z dzieciństwa – wejść na Rysy i stanąć na szczycie Polski.

Wybór szlaku

Kiedy postanowiliśmy z Marcinem wejść na Rysy padło pytanie: od której strony zaatakujemy szczyt? Przejrzeliśmy przewodniki, prześledziliśmy trasy pod kątem trudności i czasochłonności. Jako że dysponowaliśmy samochodem zdecydowaliśmy się na wybór trasy słowackiej – jest krótsza niż ta, która wiedzie przez Morskie Oko. Nim opiszę naszą trasę chciałabym pokazać Wam jak wygląda szlak od strony polskiej.

Mapy.cz, które serdecznie polecam jako pomoc przy wyborze trasy, pokazują następującą trasę szlaku z Palenicy Białczańskiej (punkt wyjściowy do Morskiego Oka) na Rysy. Poniższa trasa wiedzie jedynie na szczyt, bez drogi powrotnej.

Profil wysokościowy prezentuje się w następujący sposób:

Sama trasa nie jest opisywana jako wyjątkowo trudna, ale dość czasochłonna. Najbardziej wypadkowym miejscem jest podejście pod szczyt – tak zwana Bula pod Rysami.

Dla porównania przedstawiam te same informacje dotyczące zdobycia szczytu od strony słowackiej. Najpierw trasa, którą wyznaczyła nam aplikacja mapy.cz:

Jak łatwo zauważyć trasa ta jest krótsza zarówno czasowo, jak i kilometrowo. Różnica występuje także w profilu wysokościowym:

Chociaż strome podejścia nas nie przerażają, a czas spędzony w górach jest każdorazowo wspaniały to zdecydowaliśmy się na szlak od strony słowackiej. Szalę przeważył fakt, że okolice Morskiego Oka znamy bardzo dobrze, a słowackie Tatry wciąż pozostają dla nas nieodkryte.

Dojazd do szlaku

Dysponując samochodem dojazd do Szczyrbskiego Plesa, gdzie swój początek bierze szlak na Rysy nie stanowi żadnego problemu. Początkowo jedzie się tą samą drogą, która prowadzi do Morskiego Oka. W zależności od natężenia ruchu granicę można przekroczyć w Łysej Polanie (jest to najwygodniejsza trasa do Popradu, ale w późniejszych godzinach mogą stać wielokilometrowe korki samochodów, które zmierzają na parking w okolicach najpopularniejszego szlaku w polskich Tatrach – Morskiego Oka) lub w Jurgowie (dosłownie kawałeczek dalej, a bez drogowych nieprzyjemności). Dojazd cały czas wiedzie asfaltową drogą, nie wymaga winiety. Przy trasie znajduje się jedna z modniejszych atrakcji Tatr – kładka widokowa w Bachledowej Dolinie zwana spacerem wśród koron drzew. Dojazd do Szczyrbskiego Plesa z Zakopanego zajmuje około półtorej godziny. Po tym czasie dociera się na parking płatny 6€ za dobę. Nie trzeba się tu martwić miejscami – co także jest znaczącą różnicą w kwestii porównywania szlaków.

Szlak do Popradskiego Plesa

Dosłownie 5 minut od parkingu rozpoczyna się szlak na Rysy. Jego pierwszą część stanowi dojście asfaltową drogą do schroniska Majláthova chata, które leży tuż nad Popradskim Plesem. Przejście tego odcinka trasy zajmuje niecałą godzinę. Nie można go jednak porównać z płaską trasą do Morskiego Oka – jest tu zdecydowanie bardziej stromo, nie jeżdżą ani bryczki z końmi, ani inne wspomagacze. Co jakiś czas mijali nas rowerzyści, a od rana także kilka samochodów dostawczych zaopatrujących pobliskie schroniska.

Szlak jest dość przyjemny, dostępny właściwie dla każdego. Jego ogromną zaletą jest fakt, że przez cały czas towarzyszą mu piękne widoki. Od pierwszych chwil można spoglądać w dal i szukać swojego punktu docelowego – z dołu wydaje się nieosiągalny!

Szlak do Chaty pod Rysami

Po krótkim odpoczynku nad Popradskim jeziorem ruszyliśmy dalej na szlak. Asfaltowa droga została za nami. Rozpoczęliśmy prawdziwy trekking. W początkowej części szlak wiódł przez las. Przypominał nieco wejście przed Dolinę Roztoki do Doliny Pięciu Stawów Polskich: najpierw kamorzyska przez las, później piękna widokowa trasa na poziomie kosodrzewiny. Wyjątkowo urokliwym miejscem są Żabie Stawy Mięguszowieckie, które wyłaniają się podczas wędrówki. Pozostają z turystami niemal na całą wycieczkę i stanowią wspaniały punkt orientacyjny. Nieco pod nimi następuje rozwidlenie szlaków – wybrać należy czerwony prowadzący na szczyt Rysów.

Miej więcej od wysokości Żabich Stawów szlak robi się coraz trudniejszy. Trawersuje mocno pod górę. W jego górnym odcinku można spotkać wiele umocnień takich jak łańcuchy, drabiny, czy… metalowe stopnie. Te ostatnie były ponoć przyczyną licznych sporów. Duża grupa miłośników Tatr uznała, że ich użycie to zbyt duża ingerencja człowieka w park narodowy. Szlak na Rysy spod Majláthovej chaty jest jednym z najpopularniejszych na Słowacji, być może użycie schodów miało spowodować ograniczenie wypadków i niepotrzebnych interwencji służb medycznych. Przypominam, że na Słowacji każda interwencja jest płatna! Jeśli planujecie wyjazd w tę część Tatr pamiętajcie o zakupie ubezpieczenia, które w razie konieczności wezwania helikoptera ratunkowego pokryje koszt operacji.

Najtrudniejszy odcinek trasy rozpoczyna się już za łańcuchami. Szlak mocno trawersuje pod górę. W dodatku często zalega tu śnieg, który w środku lata jest wyjątkowo śliski! Szlak w tej części nie jest mocno eksponowany – nie ma tu pobliskich przepaści, więc można powiedzieć, że jest bezpieczny. Za to bardzo męczący…

Czas przejścia szlakiem z Popradskiego Plesa do Chaty pod Rysami wynosi ok. 2:30 godz.

Chata pod Rysami to schronisko górskie położone na wysokości 2 250 m n.p.m., w górnej części Doliny Mięguszowieckiej. Chata jest czynna wyłącznie w sezonie letnim i zaopatrywana przez tragarzy zwanych w tym rejonie “nosiczami”. Nam udało się spotkać na szlaku kilku nosiczy, którzy na specjalnych rusztowaniach wnosili do schroniska wodę pitną, butle z gazem i inne artykuły niezbędne do funkcjonowania obiektu. Każdy turysta, który podejmie się wniesienie czegokolwiek do Chaty zostanie wynagrodzony darmową herbatką. Ciekawy jest także kształt schroniska – jest to odpowiedź na liczne lawiny, które burzyły kolejne projekty. Dach Chaty pod Rysami z jednej strony sięga skały poprzez co budynek jest “lawinoodporny”. Inną ciekawostką jest schroniskowa toaleta – umiejscowiona na zewnątrz, z przeszkloną ścianą z widokiem na Wysokie Tatry.

Szlak na Rysy

Spod Chaty pod Rysami już niecała godzina dzieliła nas od szczytu. Szlak piął się ku górze. Nie był trudniejszy niż w dolnej części, chociaż przy moim wzroście (niecałe 160cm) co jakiś czas brakowało mi nogi. Wynagrodzeniem wszelkich trudów były wyjątkowo piękne widoki na słowackie Wysokie Tatry.

Ostatni odcinek szlaku to atakowanie konkretnego wierzchołka Rysów. Tym razem patriotycznie zdecydowaliśmy się na polski szczyt. Jest mocniej oblegany przez turystów, zapewne dlatego, że ich większość to Polacy. Na sam wierzchołek Rysów nie ma jednego dobrze oznakowanego szlaku. Każdy sam wybiera drogę przez turnie, tak by była bezpieczna i wygodna. Problemem jest dość duży tłok na szlaku, ale i tak każdy może w dogodny sposób wygrać swoją drogę na szczyt, który wyznacza graniczny pachołek. To właśnie stąd można zobaczyć jedną z najpiękniejszych panoram Tatr. Widok na Polskę zapiera dech w piersi. U podnóży Rysów widać Morskie Oko i Czarny Staw pod Rysami, które z tej perspektywy wydają się niedużymi jeziorami. Doskonale widać otoczenie Doliny Pięciu Stawów Polskich oraz Orlą Perć. Tuż za nią majaczą na horyzoncie Tatry Zachodnie. W pogodne dni można dojrzeć z Rysów nawet Kraków! Widok na drugą stronę jest równie piękny! Wszędzie Wysokie Tatry, pełne grozy szczyty, gdzieniegdzie lezący śnieg…

Szczyt Rysów to miejsce, w którym zatrzymuje się czas. Przestają się liczyć rzeczy przyziemne, jest się bliżej nieba, bliżej natury, bliżej samego siebie… To miejsce, do którego warto wracać. Ja wrócę na pewno, być może tym razem od strony Morskiego Oka…

 

Z uśmiechem na ustach… 🙂

Z moją wyprawą na Rysy wiąże się jeszcze jedna historia. Otóż, zmęczeni trekkingiem, schodząc z najwyższego szczytu polskich Tatr udaliśmy się do Chaty pod Rysami. Kupiłam herbatę dla siebie, dla Marcina piwo w puszcze, która uwieczniała 50-lecie schroniska. Jeszcze nie zdążyłam dobrze usiąść kiedy…wylałam na siebie niemalże gorącą herbatę! Zalałam sobie całe spodnie, ale na szczęście się nie popatrzyłam – na ponad 2tys. metrów herbata szybko stygnie… Ku mojej uciesze okazało się, że mieliśmy ze sobą spodnie na deszcz – cienkie, ale suche, które mogłam założyć. Przyznaję, że nigdy nie przebierałam się tak szybko… Dziewczyny, z którymi siedzieliśmy przy stoliku były niezwykle taktownie i ani razu nie zaśmiały się podczas moich wyczynów – dziękuję! Mam nadzieję, że spędziłyście w Tatrach wspaniały czas.