• Menu
  • Menu

MORZE MARTWE, GÓRA NEBO I MADABA

Z Akaby ruszyliśmy na północ. Była to oznaka, że powoli nasz wyjazd dobiegał końca… W planach był przejazd Rezerwatem Dana, a następnie kąpiel w Morzu Martwym. Niestety pogoda pokrzyżowała nam plany, i to dwukrotnie.

Kiedy wyjeżdżaliśmy z Akaby świeciło słońce, dzień zapowiadał się na przyjemny, wiosenny… Kiedy dojechaliśmy z okolice miejscowości Dana słońce zniknęło, a w zamian za to pojawił się śnieg! Było to o tyle śmieszniejsze, że Marcin prowadził samochód ubrany w koszulkę bez rękawów! Niestety śnieg spowodował, że nie mogliśmy udać się nawet na krótki trekking po górach rezerwatu. Wcale nie było go mało, a my zwyczajnie nie byliśmy przygotowani na taką pogodę! Z żalem pojechaliśmy na jedyny dostępny dla nas punkt widokowy i opuściliśmy Rezerwat. Wyglądał ładnie i dziwi nas fakt, że jest tak mało popularny wśród turystów. Być może powodem jest kapryśna pogoda…

Ruszyliśmy dalej ku Morzu Martwemu. Była to jedna z ładniejszych tras, które przejechaliśmy w Jordanii. Niemal cały czas wiodła przez góry. Kiedy z nich wyjechaliśmy wypatrywaliśmy Morza Martwego. Depresja w jakiej leży jest jednym z najbardziej zielonych miejsc w Jordanii. Przez cały czas widać było ludzi pracujących w polu – to zdecydowanie rejon rolniczy.

Ponieważ nie udało nam się pójść w góry uznaliśmy, że mamy czas by udać się do jednej z górskich oaz – znajdującej się nieopodal Morza Martwego oazy Hot Springs. Droga do niej była bardzo kręta i stroma. Dodatkowo zmienił się krajobraz – piach zastąpiły czarne skały pochodzenia wulkanicznego. 10 kilometrów, które dzieliło nas od oazy pokonaliśmy w ponad 20 minut! Hot Springs okazało się jednym z najbardziej rozczarowujących miejsc w Jordanii. Bilet wstępu kosztuje tu 15 JOD na dzień, ale do dyspozycji są tylko dwa baseny termalne – jeden rodzinny i drugi wyłącznie dla kobiet. Turysta, który nie nocuje w hotelu położonym w oazie nie ma dostępu do największej atrakcji – wielkiego wodospadu. Trudno się mówi, i stara się cieszyć tym co się ma! Poszliśmy do jedynego dostępnego dla naszej dwójki basenu zasilanego wodą z niewielkiego wodospadu. Woda w basenie miała ponad 45 stopni, co stanowiło clue atrakcji! Ponieważ psuła się pogoda miło było usiąść w prawdziwie gorącym miejscu! Hot Springs to jedne z kilku występujących na tym terenie naturalnych term. Warto je odwiedzić, ale pod warunkiem noclegu w tutejszym hotelu. W innym wypadku radziłabym poszukać czegoś tańszego..

Kiedy dojechaliśmy do Morza Martwego pogoda popsuła się na maksa. O słońcu już nawet przestaliśmy marzyć, zaczął padać deszcz. Uznaliśmy, że kąpiel w takiej aurze nie będzie przyjemnością i przełożymy ją na kolejny dzień. Znów musieliśmy zmienić plany. Pojechaliśmy prosto do Madaby – najbardziej chrześcijańskiego miasta na trasie naszej wycieczki. Szczęśliwie dotarliśmy o porze kiedy kościoły i park archeologiczny były jeszcze otwarte.

Największą atrakcją miasta jest znajdująca się w cerkwi św. Jerzego mozaika przedstawiająca mapę tutejszych ziem z VI wieku. Mozaika odegrała znaczącą rolę podczas prac archeologicznych w Jerozolimie. Na jej podstawie zlokalizowano Kościół Matki Bożej Nowej oraz ówczesną główną ulicę miasta – Cardo Maximus. Na mapie przedstawiono obszar od Libanu po Deltę Nilu i Morze Śródziemne. Do ułożenia mapy użyto ponad dwóch milionów tesser do mozaik. Obecnie jej wymiary to 16×5 m. Poza cerkwią św. Jerzego w mieście warto zobaczyć też inne kościoły. Nam wyjątkowo spodobał się Kościół Ścięcia św. Jana Chrzciciela. Do zwiedzenia jest nie tylko sam kościół, ale także nieduże muzeum w piwnicy. Dla zwiedzających dostępna jest także dzwonnica. Z jej szczytu rozciąga się piękna panorama miasta. Największe zgromadzenie mozaik w Madabie znajduje się w parku archeologicznym. Warto tu wejść i poświęcić chwilę na obejrzenie tych dzieł sztuki. Większość z nich przedstawia wzory geometryczne i roślinne. Muzułmanie po podbiciu tego terenu zniszczyli mozaiki przedstawiające postacie ludzkie – jest to niezgodne z ich zwyczajami. Warto zaznaczyć, że zabytki Madaby nie są ujęte na karcie JordanPass. Większość wstępów kosztuje 1 JOD.

Wieczór w Madabie spędziliśmy w jednej z licznych restauracji. Nie tylko próbowaliśmy kolejny raz rodzimych potraw, ale i spotkaliśmy troje podróżników z Polski, którzy towarzyszyli nam na przejażdżce po pustyni Wadi Rum. Wspólnie zdecydowaliśmy o tym, by kolejnego dnia udać się nad Morze Martwe i na sąsiadującą z nim Górę Nebo.

Od rana pogoda była lepsza, chociaż temperatura powietrza nadal nie zachęcała do kąpieli. Mimo to pojechaliśmy nad morze. Morze Martwe leży w najgłębszej na świecie depresji. Tak na prawdę to słone jezioro położone w tektonicznym Rowie Jordanu, na pograniczu Izraela, Palestyny i Jordanii. Lustro wody znajduje się na poziomie 430,5 m p.p.m. i stale się obniża. Kryptodepresja sięga 817 m p.p.m. Kąpiel w morzu jest niesamowitym przeżyciem. Tu naprawdę nie da się utopić. Chociaż Damian podróżujący z nami kilkakrotnie próbował… Zawsze jednak woda wypierała jego ciało na powierzchnię. Kąpiąc się trzeba uważać na oczy! Zalanie ich wiąże się z prawdziwą torturą. Niestety miałam tę nieprzyjemność i już wiem jak musiały boleć średniowieczne kary cielesne z użyciem soli. W Morzu Martwym zasolenie przekracza 25%.

Noclegi przy Morzu Martwym są niesamowicie drogie, szczególnie jak na warunki jordańskie, gdzie można wyspać się za około 20 JOD w pokoju dwuosobowym! Ceny nad tym wyjątkowym jeziorem nie spadają poniżej 400 zł za noc (chyba, że traficie na wyjątkową okazję). Dodatkowo ceny tutejszych plaż są dość wygórowane. Wejście na znaną nam Amman Beach kosztowało 20 JOD za dzień + 5 JOD za lunch. Można kupić wcześniej voucher w jednym z lokalnych biur podróży zaoszczędzając 5 JOD. Wszelkie dodatkowe usługi kosztują np. wypożyczenie ręcznika plażowego 3 JOD. Smarowanie ciała błotem z Morza Martwego także nie jest w cenie – kosztuje dodatkowe 5 JOD. To wszystko powoduje, że wycieczka nad ten zbiornik jest jedną z droższych podczas pobytu w Jordanii. Ale warto – unoszenie się na słonej wodzie i możliwość czytania gazety podczas kąpieli jest rekompensatą wysokiej ceny.  

W drodze powrotnej – przejeździe do Ammanu zatrzymaliśmy się w miejscu znanym ze Starego Testamentu. Miejscem tym była Góra Nebo. To właśnie stąd Mojżesz ujrzał Ziemię Świętą prowadząc lud boży do Izraela. Dzisiaj na Górze znajduje się sanktuarium z parkiem archeologicznym, gdzie można podziwiać mozaiki podłogowe i inne oraz pomnik upamiętniający wydarzenia biblijne. W miejscu, z którego rozciąga się widok na Jerozolimę stoi krzyż opleciony wężem. Pomnik jest odwołaniem do wydarzeń biblijnych: wywyższenia przez Mojżesza węża miedzianego oraz wywyższenia na krzyżu Syna Człowieczego. Miejsce jest czczone przez wyznawców religii abrahamowych: żydowskiej, chrześcijaństwa oraz islamu. Tym, co wyjątkowe na Górze Nebo jest krajobraz, w którego skład wchodzą miejscowości i miejsca znane z Biblii. Widać stąd Betlejem, Jerycho, Jerozolimę i wiele innych. Dla osób wierzących bycie w tym miejscu jest nie lada wydarzaniem.

Mimo, że trasa naszej wycieczki w opisywany region Jordanii wielokrotnie uległa zmianom udało się nam zobaczyć to, co najważniejsze. Deszczowe dni i niezależne od nas zawirowania uczą nas elastyczności i tego, by cieszyć się tym, że mimo wszystko jesteśmy na wakacjach.