• Menu
  • Menu

MIKULOV – PRZYSTANEK „PO DRODZE”

Kolejne restrykcje, zakaz wyjeżdżania za granicę bez wykonanego wcześniej testu na covid-19, ograniczenie możliwości wykonywania pracy, wszechobecny chaos informacyjny… to wszystko spowodowało u mnie niechęć, wszelką niechęć. Postanowiłam się jednak podnieść i pokazać Wam ciekawe miasto – Mikulov. Znajduje się niedaleko nas, bo w Czechach i często jest mijane „do drodze” do bardziej popularnych chorwackich, czy austriackich destynacji. Watro się tu jednak zatrzymać…

Mikulov, leżący kilka kilometrów od Dolnej Austrii, znany jest w historii od XII w. Wówczas był osadą targową przy szlaku z Moraw do Wiednia. Rozwijało się pod rządami niemieckich rodzin książęcych, np. Lichtensteinów. W październik 1638 roku posłużyło za miejsce spotkania króla polskiego Władysława IV i cesarza Ferdynanda III.

Nie było to jedyne ważne spotkanie, które odbyło się w mikulowskim zamku. W 1805 roku przebywał tu sam Napoleon Bonaparte, który prowadził w rezydencji rozmowy pokojowe między Francją, a Austrią po bitwie pod Austerlitz. W zamku podpisany został także rozejm pomiędzy Prusami, a Austrią w 1866 roku (po bitwie pod Sadową). Miasto było także świadkiem tragicznych zdarzeń – w XX wieku dużą część ludności stanowili Żydzi, którzy podczas II wojny światowej zostali przetransportowani do holokaustu. W XVII wieku Mikulov posiadał największą gminę żydowską na Morawach. Tyle o historii miasta.

Jak trafiliśmy do Mikulova?

Wracaliśmy z festiwalu muzycznego we Włoszech kiedy to po drodze do domu naszym oczom ukazał się wielki, piękny zamek. Nie, nie mijaliśmy go po raz pierwszy. Za każdym razem, gdy jechaliśmy do Chorwacji, czy Słowenii mijaliśmy tę wspaniałą budowlę. Tyle, że tym razem mieliśmy nieco wolnego czasu i chęć zjedzenia śniadania w ładnym miejscu. Zjechaliśmy do miasta. Urzekło nas od samego początku porządkiem, kolorowymi kamieniczkami i trudną do opisania atmosferą. Trafiliśmy wyjątkowo, bo na festiwal sera! Lepszego śniadania nie mogliśmy sobie wymarzyć. Dziesiątki lokalnych kramików, a na nich sery wszelkiej maści, do tego wędliny, miody, warzywa, słodycze… i lokalna muzyka w tle, o rana! Mieliśmy mnóstwo szczęścia!

Najedzeni przypomnieliśmy sobie, że celem naszej wycieczki był barokowy zamek w centrum Mikulova. Znajduje się na wzgórzu zamkowym., do którego prowadzi dróżka przez zabytkowe centrum miasta. Pałac wielkością i urokiem przyćmiewa wszystko dookoła. Nie zdecydowaliśmy się na zwiedzanie jego wnętrz – znajduje się tu oddział Muzeum Regionalnego, ale spacer po ogrodach. Teren nie jest ogromny, ale przejście się pomiędzy starannie wypielęgnowanymi roślinami stanowi nie lada frajdę. Widoki ze wzgórza są piękne.

Sam zamek powstał w XI wieku jako romańska wartownia. Na pałac został przebudowany na przełomie XVI i XVII wieku przez rodzinę Dietrichsteinów.

 

Co Mikulov ma do zaoferowania poza pałacem?

Przede wszystkim ścisłe centrum, pomalowane w pastelowe kolory kamienice i atmosferę, o której już wspominałam. Jeśli o same zabytki chodzi to warto zobaczyć kościół św. Anny, w którym znajduje się nekropolia rodziny Dietrichsteinów oraz kościół św. Wacława, pochodzący z XVI-XVII w. Innym ciekawym obiektem, również sakralnym, jest  kościół św. Jana Chrzciciela, gdzie można zobaczyć obrazy wybitnego malarza wiedeńskiego – Franza Antona Maulbertscha. W mieście znajduje się także Synagoga i największy morawski cmentarz żydowski.

 

Mikulov to mocno niedoceniane turystycznie miasto na granicy czesko-austriackiej. Warto tu zajrzeć w poszukiwaniu spokoju, urokliwych plenerów i pysznych lokalnych produktów. To doskonałe miejsce na przystanek podczas samochodowej wycieczki na południe Europy. To jedna z perełek Moraw, które po prostu warto zobaczy.