• Menu
  • Menu

MANGART I JEZIORO PREDIL

Wejście na Mangart stanowiło już wcześniej cel jednej z naszych wycieczek. Nie udało się ze względu na padający w maju śnieg uniemożliwiający przejazd na przełęcz pod szczytem. W związku z tym wpadliśmy na pomysł przyjazdu w to miejsce podczas pobytu na wakacjach we Włoszech. Mangart leży bowiem dosłownie kilka kilometrów od granicy.

Ruszyliśmy w drogę… Po kilku godzinach dotarliśmy niemal do celu. Niemal – zatrzymał nas biegnący przez alpejskie miasteczko MARATON! Stojąc w ogromnym korku straciliśmy cenny czas. Nie powstrzymało to nas jednak przed przejazdem na upragnioną przełęcz. Droga zajęła nam ok. 4 godzin, więc co najmniej o jedną więcej niż planowaliśmy.

Droga prowadząca na Mangart jest płatna. Wjazd kosztuje 5€/samochód. Jest niezwykle wąska i widokowa. Po obu stronach, co jakiś czas pojawiają się mijanki i mini-parkingi, dzięki którym można przyjrzeć się wspaniałym krajobrazom. Pogoda była niezła, chociaż z każdą minutą chmury schodziły coraz niżej. Suma summarum kiedy dotarliśmy na parking nieopodal szlaku widok całkowicie zniknął! Na szczęście, jedynie na chwilę!

Naszym oczom ukazał się ogromny, majestatyczny szczyt Mangartu (2 679 m n.p.m.) , który zapraszał na szlak. Skalisty, nieosiągalny, po prostu przepiękny – właśnie tak myśleliśmy o górze, która znajdowała się tuż przed nami. Ruszyliśmy w drogę. Na szczyt prowadzi jeden szlak trekkingowy i dwa wspinaczkowe – trzeba uważać wybierając jeden z nich. Szlak należy do niezwykle widokowych, dla osób o dobrej kondycji – średnio-zaawansowanych.

Niestety, podczas naszej wędrówki pogoda zaczęła się psuć. Byliśmy u podnóża góry zbyt późno. Zabrakło nam właśnie tej godziny, którą straciliśmy stojąc w korku. W połowie trasy zawróciliśmy, nie mogąc odżałować, że nie zobaczymy pełnej panoramy Alp ze słoweńskiego Mangartu. Przynajmniej tym razem udało się nam zobaczyć krajobrazy z przełęczy i widok na zapierający dech w piersiach szczyt. Przed nami było wiele godzin drogi powrotnej do Polski – a nie chcieliśmy wracać po nocy. Jednodniowy wypad w góry zaostrzył mocno nasz apetyt na alpejskie spacery. Obiecaliśmy sobie, że wrócimy kiedyś w Alpy latem i zdobędziemy kilka szczytów. Na pewno się uda!

W drodze powrotnej do domu zahaczyliśmy o malownicze jezioro Predil leżące tuż za włoską granicą. Odpoczęliśmy na jego brzegu ciesząc się widokami otaczających zbiornik gór. Wyglądały prześlicznie przeglądając się w zupełnie gładkiej tafli jeziora. Uroku temu miejscu dodawał fakt, że byliśmy tu niemal sami.

Jezioro Predil to dobry punkt na przystanek, odpoczynek po trasie, ale nie cel wycieczki sam w sobie. Bardziej przypomina on Morskie Oko (wyludnione i z nieco mniej ładnymi widokami) niż zagospodarowane, ogromne jezioro Garda. Przy jeziorze znajduje się restauracja z ładnym tarasem widokowym.

Nieopodal Mangratu i jeziora Predil znajduje się miejscowość Tarvisio będąca sympatycznym ośrodkiem alpejskim. Latem jest to doskonałe miejsce dla piechurów, zimą dla narciarzy. Ośrodek oferuje zarówno trasy zjazdowe, jak i biegowe. Jest tu nawet skocznia narciarska! Dodatkowo miasto znajduje się u zbiegu trzech krajów: Włoch, Austrii i Słowenii. To świetna baza noclegowa!