• Menu
  • Menu

KRETA – LAGUNA BALOS I PLAŻA ELAFONISI

Kiedy pierwszego dnia, w wypożyczalni samochodów, Pan z obsługi poprosił nas byśmy nie zjeżdżali szczególnie z asfaltu podczas zwiedzania wyspy, byliśmy w szoku. Przecież to Grecja! Drogi powinny być w lepszym stanie niż u nas w kraju! Teraz już wiemy co miał na myśli…

Wyjazd na Kretę równa się plażowanie. I czy się chce, czy nie jest to odwiedzanie kolejnych, coraz to piękniejszych plaż. Właśnie takimi są przytoczone przeze mnie w tytule postu: Laguna Balos i różowa plaża Elafonisi. Obie są dla mnie wyjątkowe i z wielką czułością będę je wspominać.

Laguna Balos to jedno z najatrakcyjniejszych miejsc na Krecie. Można do niej dotrzeć na dwa sposoby. Pierwszym z nich jest wykupienie wycieczki fakultatywnej i dopłynięcie do laguny od strony morza. Po drodze statek podpływa do maleńkiej wyspy znajdującej się tuż obok niebiańskiej plaży – Gromvousy. Opcja druga to dojazd samochodem – tę właśnie opcję wybraliśmy my. Dojazd jest dość prosty, drogi są dobrze oznakowane. Tylko, moment, kto zwinął asfalt? Mniej więcej 10 km przed celem droga zamienia się w szutrową trasę i biegnie zboczem góry. Widoki – fantastyczne. Poziom poczucia bezpieczeństwa – nieszczególnie wysoki. Jadąc bardzo powoli po żwirowej drodze mieliśmy okazję dość dobrze się rozejrzeć. Po zboczach gór biegały, znane nam już z poprzedniego dnia, dzikie kozy kri-kri. Najbardziej podobały mi się te, które przysiadły w cieniu maleńkiej kapliczki, która wyglądała niczym przeniesiona z Cyklad.

Udało się nam dojechać na parking. Samochód zostawiliśmy w pełnym słońcu, z nadzieją, że nie spłonie od wszechobecnego upału. Stąd jeszcze kawałek pieszej trasy, by znaleźć się w przecudownym miejscu jakim jest Laguna Balos. W dół idzie się dobrze, szczególnie rano, kiedy słońce jeszcze nie przypieka. Po drodze towarzyszą nam widoki zapierające dech w piersiach. To właśnie z tej kamiennej, stromej, rdzawoczerwonej ścieżki najpiękniej widać panoramę Balos i mieniącej się na horyzoncie Gramvousy. W mojej ocenie to najpiękniejszy widok i najpiękniejsza plaża na Krecie. Po prostu bajka!

Kiedy dotarliśmy w końcu na plażę byliśmy zachwyceni ilością wolnego miejsca. Co prawda, było już po sezonie, ale żeby tak piękna plaża była tak pusta? Okazało się, że większość turystów dociera tu promem i po jego przypłynięciu tłum wylewa się na lagunę. My przez pierwszych kilka chwil mogliśmy się cieszyć tym miejscem nie dzieląc go prawie z nikim. Kąpielom słonecznym nie było końca, oczywiście morskim tak samo nie, chociaż w przypadku tak płytkiej wody lepiej mówić o morskich spacerach, aniżeli o pływaniu. Próbowaliśmy znaleźć miejsce żeby swobodnie popływać – nasze poszukiwania trwały 40 min. w jedną stronę i skończyły się tym, że zawróciliśmy – woda była wciąż do pasa. Warto poeksplorować okolicę laguny, gdyż wszędzie zachwyca ona nieziemskim krajobrazem.

Po półdniowym pobycie na lagunie Balos przyszedł czas na pożegnanie. Droga powrotna na parking była bardzo męcząca – nie dość że dość pionowo pięła się w górę to żar lał się z nieba. Ostatnie spojrzenia na przepiękną lagunę – jeszcze kilka zdjęć i ruszyliśmy dalej. Celem była kolejna plaża Elafonisi.

Elafonisi – chyba najsławniejsza z kreteńskich plaż. Swoją nazwę wzięła od sąsiadującej z nią maleńkiej wyspy na południowo-zachodnim krańcu Krety. Z lądem łączy ją malownicza laguna. Sława Elafonisi wzięła się od niezwykle drobnego jaśniutkiego piasku, który ją spowija. W niektórych porach dnia piasek ten wydaje się mieć różową barwę. Przyznaję, że będąc wcześniej na Balos plaża ta nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia. Jej wyjątkowość związana jest z sytuacją, która miała tu miejsce. Otóż właśnie na wydmach Elafonisi, o zachodzie słońca, Marcin padł na kolana i się oświadczył. Wzruszenie było ogromne to też obraz morza i plaży nieco mi się rozmył… No i nie ma z tego powodu zdjęć… Jedno jest pewne, warto tu przyjechać chociażby po to, by na własne oczy przekonać się, o tym czy Elafonisi jest naprawdę taka różowa jak na zdjęciach…

error: Content is protected !!