• Menu
  • Menu

JORDANIA – PRAKTYCZNE INFORMACJE

Jordania to nieduży kraj, wciśnięty między monstrualną Arabię Saudyjską, ogromny Irak, niepopularną Syrię i kosmopolityczny Izrael. To niewielkie Królestwo, za sprawą tanich linii lotniczych, z dnia na dzień podbiło serca tysięcy zagranicznych turystów.

Od ubiegłego roku do Jordanii z łatwością można podróżować także z Polski. Loty Ryanairem odbywają się z Krakowa i Warszawy w każdy piątek i poniedziałek. Nam udało się kupić bilety za niecałe 200zł za osobę w obie strony! Wobec takiej ceny trudno pozostać obojętnym… Tylko co dalej? Nie planowaliśmy podróży w ten rejon, więc nie wiedzieliśmy jakich atrakcji się spodziewać. Jeśli chodzi o Jordanię trudno o dobry przewodnik, szczególnie na ostatnią chwilę. Często wspominana jest w książkach opisujących Izrael, jednak zupełnie niesłusznie spłyca się jej wartość do kilku stron, opisuje dwie lub trzy najbardziej popularne atrakcje. A przecież Jordania to nie tylko Petra… o czym najlepiej przekonać się samemu!

Planowanie podróży odbyło się w przyspieszonym tempie. Trzeba przecież zarezerwować odpowiednie hotele! W większości korzystaliśmy ze stron internetowych i blogów poświęconych Bliskiemu Wschodowi i Jordanii. Na szczęście wielu podróżników dzieli się na forum swoimi doświadczeniami. Udało się nam zdecydować co chcemy zobaczyć. Trasa naszej wycieczki do Jordanii wyglądała w następujący sposób: AmmanAl KarakPetraWadi RumAkabaRezerwat Dana – Morze Martwe – Góra Nebo – MadabaDżeraszAdżlun– Amman.

Jak podróżować po kraju?

W mojej opinii po Jordanii najlepiej poruszać się wypożyczonym samochodem. Ceny wynajmu nie są wysokie (za 10 dni zapłaciliśmy ok. 100 JOD), a auto zapewnia mobilność. Drogi w Jordanii są utrzymane w zadowalającym nas stanie. Nie mieszczą się w żadnej europejskiej normie, ale pozwalają na swobodne przemieszczanie się. Na autostradzie można spotkać progi zwalniające, może się też zdarzyć jakieś miasto i przejście dla pieszych… Drogi są dobrze oznakowane. Nawet jeśli zdarzały się nam problemy z nawigacją, czy Internetem znaki drogowe doprowadzały nas do celu. Przejazdy autostradami są bezpłatne, a benzyna sporo tańsza niż w Europie (luty 2019 – za pełen bak ok. 30litrów płaciliśmy 20JOD). Po Jordanii jeździ się przyjemnie, całość dopełniają piękne krajobrazy. Trzeba się jednak liczyć z wybiórczymi kontrolami drogowymi – zazwyczaj kontrola sprowadza się do pytania o kraj pochodzenia, ewentualnie spojrzenia w paszport kierowcy. Przy miastach dość często spotyka się fotoradary – działają i łapią piratów drogowych. Warto więc przestrzegać zasad panujących na tutejszych drogach. Nieco trudniejsze od poruszania się między miastami jest jeżdżenie po miastach. Ruch jest duży, każdy chce mieć pierwszeństwo, które wymusza, wszyscy trąbią. Do ruchu miejskiego trzeba się przyzwyczaić. Szczególnie trudno jeździ się po Ammanie – stolicy kraju. W tej ponad czteromilionowej metropolii nie rządzą żadne przepisy ruchu drogowego. Oczy dookoła głowy to mało, trzeba też nerwów ze stali. Niedoświadczonym kierowcom raczej odradzałabym jeżdżenie po tym mieście.

Inną formą komunikacji jest autobus. Kursują one miedzy największymi atrakcjami turystycznymi, a Ammanem. Ich sieć nie jest póki co dobrze rozwinięta. Trzeba uważać by na dworcu być na czas, kolejnego autobusu może już nie być… Z opowiadań znajomych wiemy, że kierowcy autobusów dość swobodnie traktują godziny odjazdów. Czekali w Wadi Musa ponad 2 godziny, by autokar jadący do Ammanu odjechał. Dodatkowo cena biletu była uzależniona od ilości podróżnych od 7 do 10 dinarów jordańskich. Problem z komunikacją publiczną jest w okolicach Morza Martwego, a także poza najpopularniejszymi miejscami. Wtedy do dyspozycji podróżników pozostają taksówki. Jednak wraz z komfortem rośnie też cena… Słyszeliśmy o wynajmie taksówki z Akaby nad Morze Martwe – okolice Hot Springs – za 90JOD!

Kiedy przyjechać?

Naszą podróż do Jordanii odbyliśmy w lutym. Pogoda była zadowalająca. Na południu można było się opalać i w ruch szły letnie sukienki. Woda w Morzu Czerwonym była cieplejsza niż w Bałtyku w szczycie sezonu wiec uznaliśmy ja za zdatną do kąpieli. Wieczorem trzeba było jednak pamiętać o zabraniu ze sobą sweterka – wraz z zachodem słońca w zaskakującym tempie znikało ciepło. Temperatura w Petrze podczas naszego wyjazdu wahała się od 4 do 14 stopni – ubrani na cebulkę z radością zwiedziliśmy ruiny. Podobnie z temperaturą na północy kraju: rano i wieczorem zimno, za to w ciągu dnia można było chodzić w koszulkach z krótkim rękawem. Podsumowując pogoda w lutym okazała się dobra dla zwiedzania zabytków, pozwoliła nam na kąpiele w morzu, ale wróciliśmy raczej nieopaleni.

Wydaje mi się, że najlepszym momentem na odwiedzenie Jordanii jest wiosna. To czas, gdy w tym wysuszonym, pustynnym kraju jest najbardziej zielono. Dodatkowo pogoda stabilizuje się, wychodzi na stałe słońce, które jeszcze nie jest tak ostre jak w środku lata. Temperatury wiosną sięgają od 15 stopni na północy kraju do 30 na południu. To idealny czas na zwiedzanie, chociaż i my na pogodę nie możemy narzekać. Lato w Jordanii jest gorące, a słońce może stać się przekleństwem. Na południu temperatury przekraczają nawet 40 stopni. Wyjazd latem proponuje tylko prawdziwym miłośnikom upałów! Jesień i zima bywają kapryśne. Od września do lutego na północy kraju zdarzają się opady. Dość często pogoda psuje się w okolicy najsłynniejszego zabytku – Petry. Jest to czas, kiedy ze względów pogodowych niektóre atrakcje mogą być zamknięte. Jest wtedy także sporo chłodniej. Zimą na północy kraju mogą być nawet przymrozki.

Czy to bezpieczne?

Kiedy szukaliśmy odpowiedzi na to pytanie w domu, wyświetliła nam się informacja o tym, że Jordania jest najbezpieczniejszym krajem Bliskiego Wschodu. Jest to kraj muzułmański więc istotnym jest przestrzeganie zasad tu panujących. Respektując kulturę mieszkańców turysta nie naraża się im w żaden sposób, a tym samym pozostaje bezpieczny. Kobietom odradzam noszenie bardzo obcisłej lub kusej odzieży. Takie zachowanie wiąże się z tym, że będzie ona obserwowana, niemalże wytykana palcami – ja w takich sytuacjach zawsze czuje się niekomfortowo, wiec staram się do nich nie doprowadzać. Podczas wyjazdu zdarzało się, że lokalni mężczyźni pytali Marcina czy jesteśmy małżeństwem. Z uśmiechem opowiadaliśmy, że tak ucinając dalszą rozmowę. Jordańczycy są bardzo sympatyczni i życzliwi. Jak tylko mogą chcą pomóc. Na plaży w Akabie jeden z Jordańczyków urządzających grilla zaprosił nas do stołu. Nagrywaliśmy wówczas zachód słońca więc odmówiliśmy nie chcąc zostawiać na plaży kamerki. Przyniósł nam orzeszki i życzył smacznego! Żałowaliśmy że tak słabo mówił po angielsku… Właśnie takie zachowania są w Jordanii codziennością. Jednym słowem jest to kraj bezpieczny. Właściwie ani razu nie czuliśmy się tu czymkolwiek zagrożeni, ani niemile widziani. Wyjątkiem był wypad do zamku Adżlun gdzie mogliśmy zobaczyć skutki zamieszek wywoływanych w tej części kraju przez Syryjczyków. Nie było to przyjemne przeżycie, ale uświadomiło nam jak żywy jest konflikt między sąsiadującymi tu ze sobą krajami. Jak zawsze, radzimy zachować zdrowy rozsądek, a oczy mieć dookoła głowy!

Jakich cen w Jordanii się spodziewać?

Zacznijmy od tego, że walutą funkcjonująca w kraju jest dinar jordański, zwany przez tubylców dżejdi (JOD). Jest on związany stałym kursem walutowym z dolarem amerykańskim. W lutym 2019 roku 1 JOD kosztował 5,40 PLN. Droga waluta jest zapowiedzią nie najtańszego wyjazdu. Nie ma jednak tragedii. Zachowując zdrowy rozsądek i delikatnie kombinując można zobaczyć w Jordanii bardzo dużo za bardzo sensowne pieniądze.

Jeszcze przed wyjazdem trzeba zastanowić się nad kupnem JordanPass – karty uprawniającej do wejścia na teren wielu zabytków i stref archeologicznych. Cena karty zależna jest od ilości dni, które chce się spędzić w Petrze (my wybraliśmy opcje zawierającą dwudniowe zwiedzanie za 75JOD). Dodatkowym atutem posiadania JordanPassa jest fakt, że zawiera on w sobie wizę turystyczna. Koszt wizy na lotnisku w Ammanie wynosi 40 JOD. Stacjonując w Akabie można ubiegać się o zwolnienie z obowiązku wizowego. Wiadomości dotyczące wiz często ulegają zmianom, dlatego dobrze jest tuż przed wyjazdem sprawdzić jakie dokumenty są aktualnie potrzebne przy wjeździe na teren Królestwa.

Poza drogimi wejściówkami do Petry, ceny biletów do zabytków i atrakcji nie są wygórowane. Przykładowo bilet wstępu na zamek Al Karak kosztuje 2 JOD, a wejściówka na pustynię Wadi Rum 5 JOD. Karta JordanPass działa tylko z dokumentem tożsamości o czym trzeba pamiętać podróżując po kraju, zapewnia ona komfort szybkich i tanich wejść w wiele miejsc. Posiadanie karty nie oznacza, że za jej okazaniem wejdzie się wszędzie. Cześć atrakcji np. meczet w Ammanie i kościoły w Madabie nie jest zawarta w programie JordanPass i należy za ich zwiedzanie zapłacić pełną kwotę.

Jeśli chodzi o hotele ich ceny są bardzo różne, od śmiesznie niskich po wysokie. My nocowaliśmy w hotelach niższej rangi, a co za tym idzie dość tanich. Nie polecam wybierać najtańszych noclegów – warunki mogą zaskoczyć. Tym co dziwi mnie do tej pory jest fakt, że nawet naprawdę niezły hotel, z bardzo ładnymi pokojami miał bardzo zaniedbaną łazienkę! Właściwie każdy hotel, w którym przebywaliśmy posiadał wifi. Czasami odbierało w całym obiekcie, częściej w recepcji i restauracji. Normą w hotelach jest również klimatyzacja i wentylator.

Jedzenie w Jordanii potrafi być bardzo tanie. Dodatkowo porcje w restauracjach są olbrzymie! My zwykle jedliśmy sowite śniadanie i obiadokolację. Te pierwsze są zwykle w standardzie hotelowym. Normą są stoły szwedzkie. Nie ma co nastawiać się na sery i szynki, których w Europie jest zwykle najwięcej. Tutejsze śniadanie to najczęściej jajko przyrządzone na wybrany sposób, warzywa, sałatki, pity i wszechobecny hummus. Hotele serwują także owocowe dżemy, miód, a nawet Nutellę. Można się najeść! Jordańskie restauracje potrafią zachwycić. Za niewygórowaną cenę można jeść lokalne potrawy, a także świeże owoce morza. Polecamy jeść w miejscach, gdzie stołują się lokalsi – dla nas są oni zawsze wyznacznikiem tego, czy w danym miejscu jest smacznie. Zwykle za przystawkę, dwa dnia i herbatę płaciliśmy 8-12JOD. Zarówno w Akabie, jak i w Wadi Musa trafiliśmy do restauracji, która swoim klientom serwowała nie tylko pyszną kuchnię, ale i darmową herbatę beduińską (z miętą).

Ceny w sklepach są podobne do europejskich. Bardzo rzadko, ale zdąża się, że ceny nie są wystawione lub są nie są one zapisane w systemie cyfr arabskich – wtedy albo trzeba albo poznać cyfry w języku arabskim albo zawierzyć obsłudze. W marketach nikt nie próbował nas naciągnąć więc postawiliśmy na zaufanie. Zupełnie inaczej sprawa ma się w momencie kupowania pamiątek. Tu naciągnąć chciał nas każdy. W Jordanii jest duża kultura targowania się. Kupując cena uzależniona jest od humoru sprzedawcy i umiejętności pertraktacji cen kupującego. Zdarzyło się nam kupić pamiątki w cenie niższej niż połowa pierwotnej. Nasz sposób na targowanie się to „postawienie na swoim”. Samodzielnie wyceniamy daną rzecz i tylko w konkretnej cenie ją kupujemy. Inną metodą jest posiadanie w portfelu małej kwoty pieniędzy. Jeśli sprzedawca mówi więcej niż założyliśmy pokazujemy mu niemalże pusty portfel mówiąc, że to już koniec naszego wyjazdu -czasami się udaje! Każdy sposób targowania się w Jordanii jest dobry jeśli jest skuteczny. Ważne, by rozmowy prowadzić w miłej atmosferze, z uśmiechem. Podpowiadamy – za 2JOD w Petrze powinno się udać kupić 7 magnesów na lodówkę, 3-7JOD kosztują rzeźbione obrazki, talerze itp. w zależności od wielkości. Chusty arabskie kosztują 2-3JOD. Kartki pocztowe można kupić u dzieci, które handlują na ulicy (zestaw 1JOD) lub w kioskach gdzie są nieco droższe ale i ładniejsze (5 kartek 1JOD). Najdroższe są znaczki – jeśli chcecie wysłać kartkę do Polski znaczek wyniesie Was 2JOD. O cenach podczas poszczególnych wycieczek będę starała się pisać w odpowiednich postach.

Będąc w Jordanii warto zaopatrzyć się w lokalną kartę SIM. Można ją kupić już na lotnisku lub w jednym w dużych miast. My zakupiliśmy starter Orange, który kosztował 15JOD i zawierał nielimitowane rozmowy (potrzebne by dotrzeć do hotelu kiedy Google Maps miało z tym problem) i 3G Internetu. Ponieważ nie korzystaliśmy z niego non stop, a raczej tylko gdy był nam niezbędny, to wystarczył nam na cały 10-cio dniowy wyjazd.

Jordania to coraz popularniejszy kierunek wakacyjny. Przepełniona wspaniałymi krajobrazami i zabytkami zachęca i kusi… Wciąż modernizowana dąży do Zachodu, czego świadectwem jest sama królowa Renia (działa charytatywnie i walczy o prawa kobiet w krajach Arabskich, sama rezygnując z noszenia tradycyjnego stroju arabskiego), Dzisiaj infrastruktura turystyczna nie jest na najwyższym poziomie, za to zachwycający są ludzie, których nie zniszczyła jeszcze komercja. Jordania to kierunek dla każdego. Miejsce dla siebie znajdzie tu wielbiciel przyrody, odkrywca historycznych ruin, amator wypoczynku na gorącej plaży i prawdziwy kulinarny smakosz. Właśnie to może spowodować, że Jordania zatraci swoją przyjazną atmosferę i zacznie „czyhać” na turystów.

Cena naszej wycieczki do Jordanii wyniosła około 3.5000 zł/os. wliczając w to wszelkie koszty takie jak przelot, noclegi, wynajem samochodu, ceny atrakcji, wyżywienie, pamiątki itd.

error: Content is protected !!