• Menu
  • Menu

JEZIORO BLED I WĄWÓZ VINTGAR

Kolejny dzień spędzony w Słowenii i kolejny raz potwierdzenie przysłowia „małe jest piękne”. Tym razem za cel obraliśmy owiane sławą jezioro Bled. Nie był to mój pierwszy raz w Bledzie – na szczęście! Pogoda znów nie dopisała, a deszczowa aura mocno zniechęcała do spacerów. Mimo to po raz kolejny dostrzegłam w tym miejscu jego atrakcyjność. A może powodem moich zachwytów nie są wcale widoki, a słoweńskie kremówki?

Do miasta Bled przyjechaliśmy późnym popołudniem. Kiedy po ciepłej herbacie (przy 4st. ciepła na inne napoje nie było ochoty) wykluliśmy się z pokoju było po 18 – więc wszystkie zabytki chyliły się ku zamknięciu. Ba, o 19 zamknięte były już nawet sklepiki z pamiątkami! Obeszliśmy więc fragment jeziora w poszukiwaniu pięknego widoku, który pamiętałam sprzed kilku lat. Niestety – góry spowiły chmury i widoczność ograniczała się z minuty na minutę coraz bardziej. Pełni nadziei na lepsze widoki kolejnego dnia wróciliśmy do hotelu.

Niestety nowy dzień przyniósł nowy deszcz. Podjechaliśmy mimo to do Zamku Bled – by nacieszyć swoje oczy tym, co zostało z widoków. Kiedy byłam na zamku kilka lat temu miałam wrażenie, że to właśnie panorama pięknych Alp Julijskich stanowi o jakiego wyjątkowości. No i oczywiście jego położenie nad jeziorem Bled. Oglądane z poziomu wody. Sam zamek, w którym dziś znajduje się muzeum, nie zrobił na mnie wrażenia. To dość droga atrakcja, w mojej ocenie nie warta swojej ceny.

Jeżeli chodzi o zwiedzanie Bledu to polecam wybrać się na jeden z wielu punktów widokowych, aby zobaczyć bajkową panoramę na jezioro z małą wysepką, zamek i otaczające go góry. Najbardziej  znanym miejscem jest Ojstrica (611 m. n.p.m.) znana ze  zdjęć na ławeczce, gdzie tło stanowią okolice Bledu. Dość blisko zlokalizowane są także : Mala Osojnica (685 m. n.p.m.) oraz Vielka Osojnica (756 m. n.p.m.), z których równie pięknie widać okolicę, a są mniej zatłoczone.

Bardzo ważnym elementem zwiedzania słoweńskich Alp, a szczególnie regionu Bled, jest przystanek w jednej z licznych kawiarni. Tutejszą specjalnością jest kremna rezina (kremšnita), czyli kremówka. Wykonana z ciasta francuskiego i kremowej masy, stworzonej przez serbskiego cukiernika pracującego w  tutejszym Hotelu Park, od ponad 50 lat zachwyca smakiem. Dzięki tej ilości słodyczy nawet w deszcz można spojrzeć na Bled przychylnym okiem.

Deszcz powoli ustawał, a my pożegnaliśmy się z Bledem. Ruszyliśmy w dalszą drogę. Kolejny cel stanowił Wąwóz Vintgar. Odkryty w roku 1891 przez burmistrza Gorje Jakoba Žumera oraz kartografa i fotografa Benedikta Lergetporera w swojej pierwotnej formie był ekstremalnie trudny do przejścia. Oznaczało to, że  nie nadawał się do wykorzystania komercyjnego. Tak mogłoby się wydawać, gdyby nie spryt Słoweńców, którzy mają wyjątkową smykałkę do komercjalizacji swojego dziedzictwa przy równoczesnym dbaniu o środowisko naturalne. Uczynili oni z Wąwozu wspaniałą atrakcję turystyczną, chętnie odwiedzaną przez turystów z całego świata.

Wąwóz Vintgar to 1,6 km drewnianych kładek i szutrowych dróg malowniczo położonych wewnątrz doliny, której dnem płynie rzeka Radovna. A to wszystko w obrębie Triglavskiego Parku Narodowego. Na spacer po wąwozie (w obie strony) warto przeznaczyć około 2 godziny. Trasa jest prosta i bardzo przyjemna. Cały czas towarzyszy nam rzeka, która czasami kaskadowo spływa w dół. Trasę pieszą wieńczy 13-metrowy wodospad Šum, który jest  największym słoweńskim wodospadzie rzecznym. Nawet w pochmurny dzień w Wąwozie Vintgar widoki są piękne, więc spodziewam się, że przy odrobinie słońca jest się tu czym zachwycić.

Z Wąwozem związana jest ciekawostka. Otóż, powstał podczas jednego ze zlodowaceń, około 10 000 lat temu. Wyrzeźbiony został przez rzekę Radovna, która przed zlodowaceniem płynęła w odwrotnym kierunku! Czy Was też świat nigdy nie przestanie zadziwiać?

Cena biletu do Wąwozu w 2019 roku wynosiła 9€. Kasa realizowała jedynie płatność gotówką.

Wycieczka w okolice jeziora Bled i w Alpy Julijskie to wciąż mój cel na podróżniczej liście. Zawsze, kiedy tu docierałam aura nie sprzyjała spokojnemu odpoczynkowi – a to pogoda nie taka, a to gdzieś się śpieszyliśmy… To wyjątkowe miejsce, które przyciąga i nie daje o sobie zapomnieć. To, że tu wrócę jest bardziej niż pewne. Nie wiem tylko jak szybko…