• Menu
  • Menu

BANGKOK W DWA DNI

Bangkok – stolica Tajlandii, jeden z najbardziej popularnych celów turystycznych, miejsce spotkań ludzi z całego świata. Miasto tak gwarne, jak tylko się da. Tak samo kosmopolityczne. Łączy w sobie tradycję, biznes, biedę, luksus, piękno i brzydotę. Właściwie nie wyobrażam sobie wyjazdu do Tajlandii bez chwili zatrzymania w Bangkoku. Według mnie to jedno z tych miast, które albo pokochasz albo znienawidzisz. Trudno pozostać wobec niego obojętnym.

Podczas wakacji w Tajlandii daliśmy sobie dwa dni na spotkanie z Bangkokiem. To wystarczająca ilość czasu na zobaczenie najważniejszych atrakcji, ale zdecydowanie za mało, by poznać miasto. Już od pierwszych chwili odczuliśmy wielkość Bangkoku – korek z lotniska do centrum był przerażający! Przejazd kilkunastu kilometrów wiązał się z ponad godzinnym staniem w kolejce lekko śmierdzących samochodów. Byliśmy przerażeni! Obraz Bangkoku zmienił się jednak w momencie dotarcia do centrum. Owszem, ulice pełne były gwaru, zapachu ulicznego jedzenia i wszelkiej maści ludzi, ale był w tym wszystkim jakiś ład i porządek. Będąc kilka lat temu w Hanoi spotkaliśmy się z totalnym chaosem – zarówno na drodze, która wydawała się nie podlegać żadnym przepisom, jak i wśród ludzi, ich domów i zachowania. Tego właśnie oczekiwaliśmy od Bangkoku. Przyznam, że byłam bardzo zdziwiona, kiedy okazało się, że na zielonym świetle można bezpiecznie przejść przez ulicę, a motory na ulicach pojawiają się sporadycznie. Co więcej jeżdżą nimi tylko ludzie, a nie transport żywności do sklepu czy niezbędne do remontu deski i rury. W moment miasto stało się przyjazne, wydawało się też dość bezpieczne.

Pierwszym miejscem, do którego się udaliśmy była świątynia Wat Pho. Jej sława wiąże się przede wszystkim z posągiem Leżącego Buddy, który mierzy ponad 40 metrów. Wat Pho to największy i najstarszy obiekt sakralny w Bangkoku, każdego dnia przyciąga tysiące turystów i wiernych. Historia Wat Pho bierze swój początek z czasów Ramy I Wielkiego. Wówczas nosiła nazwę Wat Phodharam. Król, podczas swojego panowania, odnowił stojącą w tym miejscy wcześniej świątynię, a także sprowadził z Ayutthayi ponad tysiąc przedstawień Buddy, z których wiele z nich przetrwało do dziś. Kompleks rozbudowywali kolejni władcy Tajlandii, w tym chociażby król Rama III.

Główną atrakcją Wat Pho jest Leżący Budda, wysoki na 15 metrów i 46 metrów długi. Znajduje się w oddzielnym pawilonie, w którym ledwo się mieści. Będąc przy posągu warto przyjrzeć się jego stopom. Zawierają one inkrustacje starożytnych symboli chińskich. Wykonano je przy użyciu masy perłowej. Poza gigantycznym Buddą w Wat Pho można podziwiać mozaikowo zdobione pagody, stupy i świątynie. Strzegą ich wysokie pomniki chińskich strażników. Wśród nich można wypatrzeć jednego, który ma odwzorowywać wizerunek Marco Polo – jednego z pierwszych przybyszów z Zachodu. Na zwiedzanie kompleksu warto przeznaczyć nawet do kilku godzin. To miejsce, w którym można się przenieść w ciszę i spokój, spędzając czas w gwarnym Bangkoku.

Tuż obok świątyni Wat Pho znajduje się jedna z największych atrakcji Tajlandii – Phra Borom Maha Ratcha Wang, czyli Wielki Pałac Królewski. To kompleks budynków w Bangkoku, który od XVIII wieku do połowy XX wieku służył jako oficjalna rezydencja króla Tajlandii. Po śmierci króla Anandy Mahidola w Wielkim Pałacu w 1946, król Bhumibol Adulyadej zmienił królewską siedzibę na pałac Chitralada. Dziś funkcjonuje nadal jako ważny budynek rządowy, w którym odbywają się królewskie audiencje, przegląd wojska, koronacja, liczne bankiety i międzynarodowe spotkania. Niewielka część kompleksu, zawierająca znajdującą się wewnątrz murów pałacowych świątynię – Wat Phra Kaew, jest udostępniona dla zwiedzających. Obowiązują tu surowe zasady dotyczące stroju. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni muszą zasłaniać kolana i łokcie. Na miejscu znajduje się sklep z odpowiednią odzieżą, w którym ceny są kilkukrotnie wyższe niż na lokalnych bazarach, a także wypożyczalnia ubrań. Wejścia do zabytku pilnując strażnicy, którzy bardzo restrykcyjnie przestrzegają powyższej reguły.

Kompleks pałacowy, zbudowany jest w sposób bardzo podobny do pałaców Ayutthaya – wspaniałej dawnej stolicy Syjamu, którą w XVIII najechali Birmańczycy. W centralnej części kompleksu znajduje się pałac królewski, który zaprojektował włoski projektant. Jego zadaniem było nowatorskie połączenie stylu europejskiego i tajskiego – co widać w architekturze dachu. Dziś, chociaż nie mieszka w nim król, pozostaje zamknięty dla zwiedzających.

W jednym z rogów kompleksu znajduje się świątynia Wat Phra Kaew znana także jako Świątynia Szmaragdowego Buddy. W jej wnętrzu znajduje się najbardziej czczony wizerunek Buddy w Tajlandii – Phra Kaew Morakot. Posążek w rzeczywistości jest wyrzeźbiony z jadeitu i przedstawia Buddę w pozycji siedzącej medytacyjnej. Datowany jest na XV wiek (z okresu Lanna). Nie jest znane dokładnie jego pochodzenie. Legendy głoszą, że jadeitowy Budda przyjechał do Tajlandii z Indii lub Sri Lanki. W miejscu dzisiejszej świątyni stoi od 1782 roku, gdzie umieścił go król Rama I. Był to symboliczny początek panowania w Tajlandii dynastii Chakri. Ciekawostką dotyczącą posążka jest to, że posiada on 3 sezonowe odzienia. Zmieniane są podczas uroczystej ceremonii, której dokonuje wyłącznie rodzina królewska. Jest to bardzo ważny rytuał, który ma przynieść szczęście do kraju w każdym sezonie. Świątynia jest pięknie ozdobiona. Ponoć, gdy nie ma w niej dziesiątek turystów, tryska spokojem i daje możliwość swobodnej medytacji.

Kolejne topowe miejsce, zlokalizowane niedaleko Wielkiego Pałacu Królewskiego to Wat Arun – Świątynia Świtu. Aby się do niej dostać należy wsiąść na pokład jednego z licznych rzecznych autobusów, które dosłownie co kilka minut przybijają do poszczególnych przystani na rzece Chao Praya. Już z poziomu rzeki świątynia robi ogromne wrażenie, jednak najwspanialej prezentuje się z bliska.

W źródłach historycznych można znaleźć zapiski wskazujące Wat Arun na francuskich mapach już za czasów Królestwa Ayutthaya podczas panowania Króla Narai (1656–1688). Legenda głosi, iż w 1768 roku po upadku miasta generał Taksin spływając w dół rzeki Chao Praya, szukając miejsca na nową stolice ujrzał świątynię o świcie, a w jej pobliżu założył pierwszą osadę Thonburi, która dała początek późniejszemu Bangkokowi.

Wat Arun to buddyjska świątynia zbudowana na kształt “prangu”, khmerskiej architektury, która odzwierciedla hinduskie wyobrażenie wszechświata. Charakteryzuje ją  usytuowana pośrodku iglica, przypominająca kształtem kolbę kukurydzy oraz cztery mniejsze otaczające ją stupy. Jest to układ analogiczny do pięciu świętych gór, które były domem dla bogów według Khmerów, w hinduskiej i buddyjskiej kosmologii. Główny prang – wyrażenie góry Meru, mierzy 70 metrów. Można wspiąć się na niego po stromych schodach, a następnie podziwiać panoramę miasta. Widać stąd doskonale Wielki Pałac Królewski i inne zabytkowe budowle leżące przy rzece. Świątynia w całości pokryta jest fragmentami ceramiki, która przez wiele lat wyładowywana była w porcie w Bangkoku. Dekoracji świątyni nakazał król Rama III. Dziś wiemy, że był to doskonały pomysł. Dzięki swojej wyjątkowej ornamentyce przepięknie lśni w blasku słońca.

Chociaż świątynie i zabytkowe budowle to domena Bangkoku to nie tylko one tworzą charakter miasta. Aby się o tym przekonać należy wybrać się na sławną Thanon Khao San – ulicę backpackerów. Spotkanie niemal z całym światem jest tu nieuniknione, tak samo jak spróbowanie wyjątkowego street foodu, z którego słynie Bangkok, a nawet poddanie się odrobinie luksusu w jednym z licznych studiów masażu. Ulica tętni życiem od rana do…rana! Kluby, restauracje, sklepiki – wszystko pracuje wówczas, gdy pojawiają się turyści. Odnieść tu można wrażenie, że nie ma w Tajlandii rzeczy niemożliwych. Chcesz zrobić sobie tatuaż – idź na Khao San, chcesz zjeść mięso z krokodyla – idź na Khao San, chcesz porozmawiać z buddyjskim mnichem – jego też spotkasz na Khao San, podobnie jak zapraszających na wieczorne show ladyboy’ów.

Furorę w mieście robią także SkyBary. Z ich tarasów rozpościera się widok na to wielomilionowe miasto. Szczególnie zachwyca o zmierzchu, gdy zabytki rozświetlają się feerią barw, a mieszkaniach i na ulicach zapalają się światła. Większość z tych barów znajduje się w dzielnicy drapaczy chmur – po drodze na lotnisko. Często aby wejść do baru należy odpowiednio się ubrać. Ceny w SkyBarach są równie wysokie jak budynki, w których się znajdują.

Podsumowując, Bangkok to miasto pełne atrakcji, które z jednej strony pokazuje przywiązanie Tajów do tradycji, z drugiej zaś ich otwarcie na nowości. Każdy znajdzie w nim coś dla siebie, chociaż szukając może natknąć się na coś co go zniesmaczy. Chociaż mówiąc o smakach trzeba podkreślić, że w Tajlandii są wyśmienite! Szczerze zachęcam do próbowania jedzenia ulicznego – nie tylko tych, którzy chcą przekonać się jak smakują smażone robaki, ale też tych, którzy chcą zjeść tak, jak lokalna społeczność. Niestety, podczas wyjazdu nie udało się nam dotrzeć na wybrzeże Bangkoku. Jestem ciekawa czy różni się od pozostałych części miasta, czy przyciąga plażowiczów, czy raczej przemysłowców… Być może uda się nam to sprawdzić podczas kolejnego pobytu w Tajlandii…