• Menu
  • Menu

AO PHANG NGA I WYSPA JAMESA BONDA

Rejs po zatoce Morza Andamańskiego u wybrzeży Tajlandii zawsze był moim marzeniem, a Ao Phang Nga wydawała się być idealnym miejscem na wycieczkę. Oddalona od wyspy Phuket kilka godzin jazdy (nocowaliśmy w prowincji Chalong) swoją sławą przyciąga wielu turystów.

Ruszyliśmy wcześnie rano. Naszym przewodnikiem był miłym Tajem, który z chęcią i radością opowiadał o swoim kraju i panujących w nim zwyczajach. Pierwszy przystanek wycieczki stanowiła Wat Suwan Kuha, czyli świątynia buddyjska mieszcząca się w Jaskini Małp. Jej główną atrakcją było przejście przez połączone ze sobą podziemne korytarze, w których znajdowały się wizerunki Buddy. To jedno z miejsc, które warto zobaczyć „przy okazji”. Dookoła obiektu znajduje się park, w którym żyją małpy. Są mocno przyzwyczajone do turystów – mają nawet wyznaczone miejsce, w którym można je karmić. Przestrzegam jednak, że małpy, nawet te zaznajomione z ludźmi, są dzikimi zwierzętami, które z natury lubią kraść i bywają agresywne!

Kolejny przystanek naszej wycieczki stanowiła przystań w Kalai będąca naszą bramą do Parku Narodowego Ao Phang Nga. Wsiedliśmy tu na tradycyjne łodzie tzw. longboat i udaliśmy się na rejs. Zaczął się dość przygodowo, ponieważ mniej więcej po kwadransie zepsuł się silnik. Jak to często bywa, w krajach Azji Południowo – Wschodniej, nasz sternik miał ok. 15 lat i nie do końca radził sobie z naprawą. Przewodnik zadzwonił do agencji, by przysłała nam inną łódź. Czekaliśmy. W między czasie nasz młody kapitan naprawiał swoją maszynę. Po około 20 minutach krzyknął uradowany „Możemy płynąć! Silnik zadziałał!” Dodatkowa łódź została odwołana, a my ruszyliśmy w rejs labiryntem, lasów namorzynowych. Płynęliśmy po nieco surrealistycznej Zatoce Phang Nga, na której rozsiane są strzeliste wapienne skały. Całość budzi zachwyt!

Dopłynęliśmy do miasteczka Koh Panyee, zbudowanego niemal na wodzie. Zamieszkuje je około 360 muzułmańskich rodzin żyjących głównie z rybołówstwa, hodowli pereł i turystyki. To niezwykłe miejsce, w którym natura i ludzie doskonale się uzupełniają. Zjedliśmy tu pyszny lunch delektując się widokiem na ostańce Zatoki Phang Nga.

Kolejny punkt wycieczki stanowił rejs na Khao Phing Kan – malutką wyspę, która sąsiaduje z jedną z najbardziej znanych na świecie tajskich skał. Mowa o James Bond Island – rozsławionej przez film „Człowiek ze złotym pistoletem”. Kiedy dopłynęliśmy na miejsce inne wycieczki odpływały z plaży. Byliśmy ostatni  z powodu naszej przygody z łodzią. Z jednej strony nie mieliśmy problemy ze zrobieniem samotnego zdjęcia, z drugiej pogoda uległa mocnemu popsuciu. Błękitne niebo spowijały coraz to gęstsze chmury. Zanosiło się na deszcz. Mimo to odbyliśmy sesję zdjęciową z widokiem na Wyspę Jamesa Bonda, a także udaliśmy się w głąb Khao Phing Kan, by zobaczyć fascynujące formy skalne Zatoki. Nie da się ukryć – to bardzo malownicze miejsce!

Ruszyliśmy w drogę powrotną. Ostatnim punktem wycieczki było przepłynięcie kajakiem do morskiej jaskini. Nie wiem dlaczego, ale zazwyczaj wypożyczamy kajak w deszcz… Tak było i tym razem. Może dlatego nie zachwyciła mnie ta część wycieczki? Do kajaka obowiązkowo należało opłacić sternika – bo niby sami nie dalibyśmy sobie rady z pływaniem po morzu? Byłam lekko zawiedziona.

Powrót do hotelu był długi. Pogoda nie sprzyjała delektowaniu się widokami, mimo że deszcz szybko ustąpił. Zrobiło się jednak mgliście, a majaczące jeszcze niedawno na horyzoncie skały pochowały się przed turystami. W busie niemal od razu usnęliśmy. Wieczorem dotarliśmy do hotelu w Chalong, by kolejny dzień spędzić na delektowaniu wolnym czasem na Phuket.