Hiszpania

TENERYFA – LORO PARK I PUERTO DE LA CRUZ

Gdybym miała wskazać tylko jedno miasto, które na Teneryfie warto odwiedzić bez najmniejszego zawahania powiedziałabym – Puerto de la Cruz. Dlaczego? Chyba sama do końca rzeczowo nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Miasto to ma atmosferę, duszę, przyciąga. To słoneczny punkt na północy wyspy. Mimo rozwoju turystyki miasto zachowało swój kolonialny, kanaryjskim klimat. Centrum miasta przepełnione jest sklepikami oferującymi wszelkie pamiątki i restauracyjkami, w których unoszą się przepiękne zapachy hiszpańskiego tapas. Z ów restauracji często można oglądać zachody słońca. A wszystko po to, by kolejnego dnia wrócić tu na plażę.

Właśnie takie jest dla mnie nie Puerto de la Cruz. Jednego dnia stąd wyjeżdżasz – następnego wracasz. To kwintesencja smaku i zapachu Teneryfy. Tutejsze plaże nie należą do najpiękniejsze, ale zapraszają turystów. Zaprasza też kąpielisko Lago Martianez. Baseny, wykonane w dużej mierze z zastygłej lawy, wypełnione są tu wodą z oceanu, którego fale obijają się o ściany kompleksu. Tworzy to idealne połączenie natury i pracy rąk ludzkich.  Baseny są cztery, a łączy je lawowa plaża, na której można się opalać (oczywiście pod warunkiem, że nie jest tak gorąca, że parzy). Budowę kompleksu wspierał wyspiarz z Lanzarote – sąsiedniej wyspy archipelagu. Jest bardzo estetyczne, a kąpiel w basenach jest prawdziwą przyjemnością.

Do Puerto de la Cruz przyciąga także jedna z największych atrakcji wyspy – Loro Park. Jest to swoiste zoo łączące w sobie także cechy parku przyrodniczego. Symbolem parku jest papuga. Zobaczyć tu można niemal 350 gatunków tych pięknych ptaków. Żyje tu także wiele egzotycznych zwierząt. Nam największą frajdę sprawiło oglądanie pingwinów królewskich. Mieszkają one w nowiutkim pawilonie Planeta Pingwinów, w którym nie trzeba przebierać nogami żeby zwiedzać – poprowadzono tu ruchomą taśmę, która ma usprawnić ruch i pomóc zobaczyć każdemu w pełni ekspozycję. Z jednej strony to super rozwiązanie – nikt nie wejdzie Ci tuż przed nos w ostatniej chwili, z drugiej strony czas oglądania zwierząt jest ograniczony (przynajmniej z bliska). W pawilonie znajdują się także ławki, na których można siedzieć ile się chce, są one usytuowane dalej od zwierząt. To, co jest niesamowite to fakt, że pingwiny mają tu całoroczny śnieg wytwarzany przez specjalne lodówki. Jest im przyjemnie nawet gdy na dworze panuje upał. Inne zwierzęta, które chętnie pozowały do zdjęć to tygrysy, goryle i rude małpki.

Loro Park specjalizuje się niejako w tresurze zwierząt morskich. Wzięliśmy udział w pokazowych treningach lwów morskich, fok, delfinów i orek. Właśnie te ostatnie zrobiły na nas największe wrażenie. To ogromne, ale pełne gracji zwierzęta. Marzę, by kiedyś zobaczyć je w naturalnym środowisku. Wybierając się na pokazy pamiętajcie, że pierwsze rzędy publiczności są zupełnie zalewane wodą. Przed show można zakupić nieprzemakalne kapoki. My nie kupiliśmy. Rezultat? Byłam zupełnie i w całości mokra, podczas gdy Marcin siedzący tuż obok niemal całkiem suchy. Jak to się stało? Pogoda była przepiękna więc mokre ubranie mi nie przeszkadzało. Byłam zachwycona mieszkającymi w parku zwierzętami.

Wycieczka po Loro Parku kończyła się przejściem przez tunel wydrążony w wielkim akwarium. Mimo, że nie jestem zwolenniczką tego typu miejsc to park podobał mi się. Stanęłam oko w oko z fantastycznymi zwierzętami, których nie mam szans póki co zobaczyć w ich naturalnym środowisku. Właściciel parku dba, by zwierzęta były szczęśliwe zapewniając im maksymalnie duże wybiegi. Park stale się rozwija i z tego co wiem można w nim spotkać kolejne gatunki zwierząt. Mocno trzymam kciuki za jego rozwój, a także za to by działali etycznie, dbali o zwierzęta i nie dali się ponieść rządzy pieniądza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *