Hiszpania

TENERYFA – GÓRY KTÓRE SPADAJĄ DO OCEANU

Kiedy dotarliśmy na Teneryfę byliśmy zupełnie zdumieni jej wyglądem. Wyspa leżąca po środku ocean była niezwykle górzysta, a jej krajobraz momentami bardzo surowy. Był wrzesień. Z jednej strony żar lał się z nieba, z drugiej chmury ograniczały widoczność. Pełno było tu zagadek, które planowaliśmy rozwikłać. Psikusa sprawił nam nawet zegarek! Otóż okazało się, że na Teneryfie jest inna godzina niż w Barcelonie, z której przylecieliśmy. Było to powodem, dla którego byliśmy na śniadaniu jeszcze przed otwarciem hotelowej restauracji… Nauczka – zawsze trzeba sprawdzać do jakiej strefy czasowej się leci!

Pierwszego dnia pobytu na Teneryfie mieliśmy wykupioną wycieczkę na wulkan Teide. Zapytaliśmy w recepcji hotelu jak się tam dostać i otrzymaliśmy zaskakującą odpowiedź: „Kolej na wulkan jest dzisiaj nieczynna. Jeśli jutro będzie lepsza pogoda to otworzą”. Od razu zapytaliśmy, czy nasze bilety nie przepadną. Co się okazało, kolej na wulkan dość często jest zatrzymywana z powodu silnego wiatru lub złej pogody, w takiej sytuacji bilety przechodzą na kolejny dzień. Uspokojeni zapytaliśmy, gdzie możemy się udać, by cieszyć się urokami Teneryfy w jak najlepszych warunkach atmosferycznych. Przemiły Pan recepcjonista poinformował nas, że najlepsza podoba będzie na zachodzie wyspy. I właśnie tam pojechaliśmy.

Pierwszym przystankiem były Góry Teno. Prowadzi do nich wąska, bardzo widokowa droga. Niegdyś przemierzane przez pasterzy góry do dzisiaj nie są przez nikogo zamieszkałe. To jeden z najpiękniejszych parków krajobrazowych Teneryfy. Obejmuje on góry na jej północnym – zachodzie. Geologicznie teren został uformowany około 7 miliomów lat temu w wyniku procesów erupcyjnych. Punto del Teno, znajdujący się w parku jest jednym z najstarszych istniejących miejsc wypływu lawy. Targany silnym wiatrem półwysep, na którym fale oceanu z ogromną siłą rozbijają się o wulkaniczną plaże to chyba najbardziej surowe miejsce na wyspie. Zbocza gór porastają agawy, palmy, tabajby i  mnóstwo wysokich kaktusów. Przylądek jest także doskonałym miejscem do oglądania wysokich klifów Los Gigantes, do których również zmierzaliśmy. Przy dobrej widoczności widać stąd ponoć jedną w wysp archipelagu Kanaryjskiego – La Gomerę.

Kolejnym punktem wycieczki była ukryta w górach piracka miejscowość Masca. Droga do niej wiodła zakrętami wśród pięknych widoków. Sporo tu pieszych szlaków górskich. Udało się nam nawet przespacerować kawałkiem jednego z nich. Nie mieliśmy dobrych butów, by zapuścić się dalej. Chociaż była ochota… Najważniejsze, że i podczas tej krótkiej wędrówki dopisały widoki!

Sama Masca to malownicza osada położona na wysokości 600 metrów n.p.m. Ponoć z jej założeniem związani byli piraci, którzy opływali sąsiednie wyspy. Nie wiadomo ile w tym prawdy, ale miejscowość spowija magiczna atmosfera, nieco senna i tajemnicza. Spędzić można tu czas na kilka sposobów. My przeszliśmy całą miejscowość ciesząc się jej atmosferą i zaglądając do poszczególnych sklepików. Napiliśmy się także soku w barze, z którego rozpościerał się przepiękny widok na okolicę.

W stronę Los Gigantes z Maski wiedzie wąska, bardzo stroma i kręta droga. Tak jak wcześniej dookoła niej można podziwiać piękne krajobrazy. Same klify widać z daleka. My chcieliśmy popływać w ich otoczeniu i wypocząć na tamtejszej plaży. Nie była ona wyjątkowo ładna, za to była bardzo zatłoczona.

Los Gigantes to skalne urwiska. Zbudowane są z wulkanicznego bazaltu i pionowo spadają do oceanu. Rozciągają się na długości 10 kilometrów i mierzą nawet ponad 600 metrów. To prawdziwe giganty, których potęgę odczuwa się stojąc tuż pod nimi. Pokazuje to jak bardzo człowiek jest bezsilny w obliczu natury.

Pierwszy dzień na Teneryfie nie miał zbyt dużo wspólnego z założonym przez nas zdobywaniem wulkanu, był za to bardzo udany. Wieczorem z niecierpliwością czekaliśmy jaką pogodę przyniesie następny dzień…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *