Hiszpania

BARCELONA – WYBRZEŻE I MNIEJ ZNANE ATRAKCJE

Mając do dyspozycji kilka dni w Barcelonie warto wyruszyć na zwiedzanie mniej popularnych atrakcji. Oczywiście miasto wypełnione jest nimi po brzegi więc trzeba rozsądnie dysponować czasem.

My swój mniej popularny dzień rozpoczęliśmy na najsławniejszej arterii miasta – La Rambli. Mniej więcej w tym miejscu zakończyliśmy zwiedzanie poprzedniego dnia. Ramblą ruszyliśmy w kierunku morza. Tuż nad nim przywitał nas postument zwieńczony posągiem odkrywcy Ameryki – Krzysztofem Kolumbem, który wskazuje palcem cel swojej wyprawy. Znajduje się on na placu Portal de la Pau. Postument mierzy ponad 50 metrów, zaprojektowany został w 1886 roku przez G. Buigesa. Równocześnie jest to jeden z punktów widokowych na Barcelonę. Można przyglądać się tu panoramie z 52 metrów.

Dalej ruszyliśmy na nabrzeże, które w ostatnich latach XX wieku mocno wypiękniało. Promenady są tu eleganckie, widoki malownicze i niemal wszędzie coś do zobaczenia. Naprzeciwko pomnika Krzysztofa Kolumba zlokalizowane są odrestaurowane średniowieczne stocznie. Jest to najlepszy w Barcelonie przykład architektury świeckiej tamtych czasów. W stoczniach pracowano do końca XVIII wieku, dziś mieści się tam wspaniałe Muzeum Morskie. Warto tu zajrzeć i zobaczyć jakimi modelami i replikami statków mogą poszczycić się Hiszpanie. Największą atrakcją muzeum jest kopia XVI-wiecznej „Galeria Reial”, czyli okrętu Świętej Ligii, w której skład wchodzili Hiszpanie, Wenecjanie, zakon kawalerów maltańskich i Państwo Kościelne. Statek ten powiódł zwycięskie wojska na walkę z Turkami pod Lepanto 7 października 1571 roku.  Eksponat muzealny – kopia okrętu – zbudowana została na czterechsetną rocznicę walki. Ma 60 metrów długości, a jej pokład zamieszkuje 263 postaci o naturalnej wielkości. Wrażenie jest niesamowite. Nie dość, że galera wygląda znakomicie to na myśl przychodzą czasy, w których była używana. Czyżby to kolejna inspiracja dla twórców seriali?

Mając bilet do muzeum przysługiwało nam także wejście pokład zacumowanego w porcie szkunera „Santa Eulalia”. Jeszcze niedawno odbywał on transatlantyckie rejsy. Wejście do statku przybliża nieco turystę do życia żeglarzy.

W muzeum podczas naszego pobytu odbywała się także wystawa lalek gegants. Są to olbrzymie figury zbudowane z drzewa i masy papierowej. Używane są w czasie parad, podczas których wraz z tłumem przemierzają ulice.

Plaża w Barcelonie nie była mocno zatłoczona. Nie wszyscy się opalali, część osób po prostu przysiadała na piasku i przyglądała się falom rozbijającym się o brzeg. Myślę, że chwila spędzona na tutejszej plaży to wspaniały oddech przed dalszym zwiedzaniem. Przynajmniej dla nas była wspaniała! Na barcelońskiej plaży można odnaleźć kilka wyjątkowych rzeźb. Najbardziej znaną i najczęściej fotografowaną jest chyba rzeźna Rebeki Horn znajdująca się w dzielnicy La Barceloneta. Jest to dzielnica rybacka, która swój rozwój datuje na XVIII wiek. Powstała po osuszeniu nadmorskiego rozlewiska. Do dziś dzielnica cechuje się nadmorskim, śródziemnomorskim klimatem i może poszczycić się najlepszymi w okolicy tapas, które kuszą aromatycznymi potrawami. Polecam zamówić owoce morza w jednym z tutejszych barów – mniam!

Po zwiedzeniu nabrzeża i portu w Barcelonie czekała nas kolejna atrakcja. Przejazd kolejką linową Torre de Sant Sebastia, która leży u stóp wzgórza Montjuic. Przejażdżka jest niezapomnianym przeżyciem, bo trasa wiedzie zupełnie nad morzem. Poza tym pięknie widać stąd panoramę miasta. Sama kolej jest zabytkowa i pochodzi z 1931 roku. Ważna informacja dla tych, którym brak cierpliwości: kolejki po bilety są kolosalne! Tym razem niestety i my nie kupiliśmy ich wcześniej. Staliśmy około półtorej godziny, mimo że kolej odjeżdża co 15 minut. Powodem jest fakt, że wagonik może pomieścić jedynie 20 osób oraz to, że większość ludzi zaopatruje się w bilety wcześniej. Warto było jednak czekać. Widoki były zachwycające, a po kilku minutach znaleźliśmy się na najwyższym wzniesieniu miasta – wzgórzu Montjuic.

Montjuic to niewysokie wzgórze mierzące nieco nad 200 metrów n.p.m. Dzisiaj jest eleganckim centrum kultury. Kiedyś było siedzibą władców i służyło za schronienie. Samo pochodzenie nazwy wzgórza budzi kontrowersje. Jedni twierdzą, że to spuścizna po Rzymianach – Mont Jovis, co oznaczałoby wzgórze, na którym znajduje się Świątynia Jowisza; inni mówią, że to pozostałość po dzielnicy żydowskiej – Monte Judio.

W 1640 roku na szczycie wzgórza stanął zamek. Dziś niewiele z niego pozostało, ale można wejść na jego teren. W zasadzie bardziej polecam widok z zewnątrz niż wchodzenie do środka budynku. To, co na wzgórzu można oglądać jest pozostałością po Wystawie Światowej z 1929 roku, kiedy to nadano wzgórzu zupełnie nowy charakter. Jednym z głównych budynków stworzonych na potrzeby wystawy jest Pałac Narodowy, w którym mieści się Museu National d’art. De Catalunya. Bilety wstępu, podczas naszego pobytu, kosztował 6€.Muzeum może poszczycić się unikatowymi dziełami sztuki od okresu romańskiego po współczesność. Znaczny nacisk kładziony jest na dzieła pochodzenia hiszpańskiego, osobnym działem jest sztuka katalońska, którą reprezentują tacy twórcy jak X. Nogues, P. Gargall, S. Rusinyol, J. Miro, czy J. Sunyer. Jest też coś dla wielbicieli monet – wystawa numizmatyczna, na której najstarsze eksponaty pochodzą z IV wieku p.n.e. Nie lada atrakcją Pałacu jest także jego taras, z którego roztacza się jeden z najpiękniejszych krajobrazów Barcelony.

Właśnie w okolicach Pałacu Narodowego przeżyliśmy jedno z największych zadziwień wyjazdu. Otóż, do obiektu prowadzą ruchome schody! Do dziś, kiedy w podróży nie mamy już sił wspominamy katalońskie podejście do chodzenie po zabytkach!

Poniżej Pałacu Narodowego znajduje się kolejna atrakcja Barcelony – tańcząca fontanna Font Magica. Zaprojektowana została przez Carla Buigasa na Wystawę Świątową w 1929 roku. Oglądanie jej cieszy najbardziej po zmroku, kiedy pojedyncze wodotryski zamieniają się w aktorów i wspólnie ze światłem i muzyką tworzą nieziemski spektakl. My do fontanny dotarliśmy za widoku, więc naszą wycieczkę kontynuowaliśmy w kierunku placu Hiszpańskiego. Stoją przy nim dwie bliźniacze wieże projektu Ramona Raventosa, które wyglądem przypominają kampanilę św. Marka w Wenecji. Przy placu stoi także arena do walk byków, którą można zwiedzić. Naprzeciw areny zjedliśmy kolację i wróciliśmy na fontannowy spektakl. Było to przyjemne doświadczenie i wspaniały odpoczynek po dniu wypełnionym atrakcjami.

Kolejnego dnia żegnaliśmy się już Barceloną. Tym samym obiecaliśmy sobie, że jeszcze kiedyś wrócimy do tego wyjątkowego miasta, by zobaczyć atrakcje których nie zdążyliśmy zwiedzić. Od rana zostało nam trochę czasu na niezobowiązującą wycieczkę. Wybraliśmy zupełnie nieznane wówczas miejsce – park w dawnej wsi Horta u stóp wzgórza Collserola. W tym miejscu w XIV wieku stał klasztor Vall d’Hebron, który w 1799 roku został zastąpiony przez rezydencję markiza d’Alfarras. Sercem dzielnicy jest park w formie labiryntu wykonanego z krzewów cyprysowych. Chociaż nie jest to duży obiekt to w labiryncie można zabłądzić. Nam udało się kluczyć nieco w drodze powrotnej. Poza tym, że park jest ładnie utrzymany trzeba przyznać że uciechą jest wypełniająca go cisza. Niewiele jest takich miejsc w Barcelonie! Wejście jest płatne 2€ od osoby (tak przynajmniej było w 2015 roku). Barcelona pozostawiła nam niedosyt. Spędziliśmy w niej pełne 4 dni i wiemy, że to zdecydowanie za mało, by ją poznać i móc cieszyć się nie tylko licznymi zabytkami, ale także wyjątkową atmosferą. Obietnica powrotu do miasta jest jak najbardziej aktualna, nie jest tylko póki co określona w czasie. Przecież na świecie jest tak wiele fantastycznych miejsc, które chcemy zobaczyć…    

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *