Hiszpania

BARCELONA – ZWIEDZAMY MIASTO GAUDIEGO

Wyjazd do Barcelony przez wiele lat był moim marzeniem. Już na przeglądanych przeze mnie zdjęciach umieszczanych na blogach i forach internetowych miasto wyglądało magicznie, kusiło, pociągało, zapraszało do siebie. I zupełnie nie zawiodło moich oczekiwań…

Pierwszy dzień pobytu w Barcelonie rozpoczęliśmy na lotnisku. Z niego udaliśmy się koleją prosto do centrum miasta – placu Hiszpańskiego, by tam przesiąść się w metro i dojechać nim do hotelu. Był wieczór, więc od razu mieliśmy okazję zobaczenia nocnego życia stolicy Katalonii. Ulice lśniły blaskiem lamp, a chodniki wypełniały setki młodych ludzi, którzy przyjechali się tu bawić. Można byłoby powiedzieć, że tego wieczora ulice wypełniał po brzegi uśmiech. Z lekkim żalem oddaliliśmy się od centrum. W Barcelonie trudno znaleźć nocleg w dobrej cenie. Większość hoteli w centrum jest bardzo droga. Dlatego postanowiliśmy znaleźć lokum gdzieś dalej. Nasz hotel, co prawda był oddalony od Placu Hiszpańskiego o osiem stacji metra, za to znajdował się tuż przy jednej z nich. I kosztował grosze w porównaniu z tymi, które oglądaliśmy w centrum Barcelony. Za noc płaciliśmy tu 20€.

Kolejny dzień obudził nas pełnią słońca – był wrzesień. Stwierdziliśmy, że to idealna pora, by zobaczyć jeden z topowych zabytków katalońskiej stolicy – kościół Segrada Familia. No dobra, założyliśmy to już wcześniej, a nawet kupiliśmy sobie bilety wstępu. To jedna z lepszych decyzji, które podjęliśmy. Kolejka, którą zastaliśmy była ogromna – na oko dwie godziny stania! Tymczasem my weszliśmy od razu.

Mimo, że już oglądanie tego wyjątkowego kościoła z zewnątrz wprawia w zachwyt to całokształt jego magii można poczuć wyłącznie wchodząc do wnętrza świątyni, a także na jedną z wież udostępnionych turystom. Bilet niestety jest dość drogi. Płaciliśmy za niego 30€. W mojej ocenie warto.

Od czego rozpocząć zwiedzanie?

Na początku najlepiej obejść świątynię dookoła i pozachwycać się bogatą symboliką rzeźb zdobiących fasadę kościoła. Mnie najbardziej podobała się część zdobiona przez samego mistrza – Antoniego Gaudiego – Fasada Bożego Narodzenia. Tak, jak w całej budowli zawarto w niej wiele symboli. Centralny portal fasady to Portal Miłości. Przedstawia on narodziny Chrystusa oraz symbol miłości – pelikana. Po jego  lewej stronie znajduje się Portal Nadziei ukazujący dwa straszne wydarzenia z dzieciństwa Jezusa. Pierwszym z nich jest morderstwo dokonane na dzieciach Heroda, drugim ucieczka do Egiptu. Po prawej stronie od głównego portalu znajduje się Brama Wiary zilustrowana odpowiednimi kilkoma scenami z Biblii. Są to między innymi: objawienie aniołów, Jan Chrzciciel wygłaszający swoje proroctwa, Jezus tłumaczący uczonym w piśmie właściwy sens przekazów bożych. Fasada Bożego Narodzenia znajduje się po stronie wschodniej, co podkreśla jej optymistyczny nastrój. To właśnie ze wschodu nadchodzi światło i zbawienie.

Po przeciwnej, zachodniej stronie ukazano drugą część historii – cierpienie. Fasada Pasji nie została ukończona przez Gaudiego, ale przez innego architekta, który dokończył dzieło już po śmierci mistrza. Autorem projektu posępnej Fasady był Josep Maria Subirachsa. Umiejscowione na niej figury wzbudziły wśród społeczności kontrowersje. Są surowe, monumentalne, mają w coś przerażającego.

Do dziś dzień na realizację czeka południowa fasada Chwały. Pierwotnie miała ona mieścić główne wejście do kościoła. Nie można zapominać, że Segrada Familia to wciąż plac budowy.

Po przyjrzeniu się z bliska rzeźbom i detalom zdobiących świątynie byliśmy zachwyceni. Widzieliśmy już wiele fantastycznych kościołów jednak żaden nie mógł równać się z Segradą Familią. Trudno powiedzieć, że jest to najpiękniejsza świątynia na świecie. Na pewno jest oryginalna, ma sobie pewną magię, a poprzez liczne symbole przybliża wiernych do Boga.

Czas na wejście do kościoła. Wnętrze jest dość surowe. Na pierwszy rzut oka nie zachwyca. Nie ma tu bogato zdobionego ołtarza, kolejnych wyjątkowych rzeźb. Jest jednak coś co oczarowuje – gra świateł. Każde okno Segrady Familii wypełnione jest witrażem. Wpadające przez nie światło słoneczne tworzy swoistą tęczę, ferie barw na kościelnej podłodze i ścianach. Przenosi nas to do zupełnie innego świata i tworzy niepodrabialny klimat tego miejsca – to trzeba przeżyć.

Ostatni element zwiedzania Segrady Familii to wieża. Do zwiedzania udostępnione są w tej chwili dwie – trzeba wybrać tę, na którą chcemy się wspiąć. Idziemy na wyższą licząc, że widok będzie lepszy – poza tym znajduje się ona bliżej podziwianych przez nas rzeźb na bożonarodzeniowej fasadzie. Samo wejście na wieżę nie jest zachwycające, za to widok jest piękny. Aż po horyzont rozciąga się miasto zwieńczone morzem. Ma się wrażenie, że to co ludzkie jest tu o wiele mniejsze niż to, co boskie. Było to jednym z założeń Gaudiego – według mnie zostało ono spełnione.  

Neogotycki kościół Temple Expiatori de la Sagrada Família jednoznacznie związany jest z osobą Antoniego Gaudiego. Ten 31-letni wówczas architekt rozpoczął jego budowę w 1882 roku. Wielokrotnie zmieniał projekt swojej świątyni. Z czasem stawał się on coraz bardziej wizjonerski. Jednocześnie zadziwiały i zachwycały w nim rozwiązania technologiczne, architektoniczne i związana z nim symbolika. Gaudi był człowiekiem głęboko wierzącym, przez co praca nad budową miała dla niego nie tylko wymiar zarobkowy i praktyczny, ale także duchowy. Z każdym dniem bardziej oddawał się udoskonalaniu swojego dzieła. Początkowo godził realizację z budową innych budynków w stolicy Katalonii. Ostatnie 15 lat swojego życia spędził jednak wyłącznie na placu budowy świątyni. Zginął tragicznie 7 czerwca 1926 roku potrącony przez tramwaj. Pozostawił po sobie wiele wizjonerskich projektów i budowli, z których wiele można zobaczyć w Barcelonie. To właśnie śladami Antoniego Gaudiego udaliśmy się dalej na zwiedzanie miasta.

Jeszcze nim udaliśmy się na zwiedzanie kolejnych arcydzieł Gaudiego poszliśmy zobaczyć kościół z kilku perspektyw. Udaliśmy się także Avinguda de Gaudi pod zaprojektowany w 1902 roku szpital św. Krzyża i św. Pawła. Autorem tego wyjątkowego budynku są Lluis Domenech i Montaner. Projektanci znani są z upodobań do kolorów i motywów roślinnych. Podarowali oni miastu miejsce, gdzie uzdrowienie przynosić miała nie tylko medycyna, ale i sam obiekt położony wśród żywej roślinności emanującym dobrą energią.  

Kolejnym punktem naszej podróży był Park Güell. To duży ogród wybudowany przez Antoniego Gaudiego na życzenie jego przyjaciela Eusebi Güella. Był on barcelońskim przemysłowcem, którego zauroczyły angielskie „miasta – ogrody”. Sfinansował on projekt, który w założeniu miał być  osiedlem dla bogatej burżuazji katalońskiej, obejmującym 60 działek na powierzchni ok. 20 ha. Park nie został ukończony, ponieważ Gaudi porzucił pracę nad nim na rzecz budowy Segrady Familii.

Droga z Segrady Familii do Parku Güell była dość długa, jednak będąc na wakacjach chcieliśmy przejść się pieszo, poczuć miasto, chłonąć jego atmosferę. Dla tych, którzy mniej lubią chodzić polecam transport publiczny. Początkowo zwiedziliśmy mniej popularną, bezpłatną część parku. Dużo tu zieleni, chociaż przyćmiewają ją wyrastające tu budynki i rzeźby. Wszystko ułożone w dość dziwnym porządku, z przewagą stylu secesyjnego. Jako, że turystów w tej części ogrody jest niewielu można od nich odetchnąć. Poza tym ze wzgórza umiejscowionego w parku można podziwiać piękną panoramę Barcelony.

Prawdziwym clue zwiedzania Parku Güell jest jego płatna część. To, co można w nim zobaczyć przyćmiewa oczekiwania, a prawdziwa feria barw odbiera mowę. To niesamowite miejsce! Dla mnie kwintesencja stylu Gaudiego i punkt obowiązkowy podczas wizyty w Barcelonie.

Chociaż plan budowy osiedla mieszkalnego nie powiódł się w kompleksie można zobaczyć kilka interesujących budowli. Pierwszym co rzuca się w oczy jest taras nad pawilonem kolumnowym.  Cały opasany jest wyjątkowo długą (najdłuższą tego typu na świecie) mozaikową ławką, która jednocześnie jest gzymsem pawilonu pod nim. Jej szczegółowy projekt dopracował Josep Maria Jujol. To miejsce nie tylko robi furorę swoim urokiem, ale także jest wspaniałym punktem widokowym na dawną bramę wejściową z kutego żelaza. Do wejścia przylegają dwa pawilony z początku XX wieku. To najbardziej znany obrazek z Parku Güell i jeden z najbardziej popularnych kadrów na barcelońskich pocztówkach.  

Duże wrażenie robi także Sala Kolumnowa. Imponujące są jej wymiary – 86 × 40 m. Sala miała służyć bogaczom za zadaszony targ. Jest tu 86 kolumn o wzorach antycznych, w których wnętrzach są specjalne kanały umożliwiające spływ wody z położonego nad pawilonem tarasu. Dach targowiska jest falisty, co tym bardziej ułatwia spływ deszczówki.

Park jest miejscem, które trzeba zobaczyć. Polecam kupić wcześniej bilet na konkretną godzinę. Godziny są bardzo mocno przestrzegane. My byliśmy pół godziny wcześniej i nie zostaliśmy wpuszczeni – musieliśmy czekać. A kolejka osób bez biletów rosła i rosła… Cena biletu przez Internet wynosi 8,5€.

Dzień zakończyliśmy spacerem po barcelońskiej arterii Passeig de Gracia. Znajdują się na niej znamienite domy i kamienice budowane przez artystów secesyjnych. Prześcigali się oni w zdobieniach, geometryzacji form i wizjonerskich projektach. Największe wrażenie zrobił na mnie jeden z tzw. domów Gaudiego – Casa Batllo. Budynek swoim wyglądem przypomina smoka lub węża. Jego charakter najlepiej oddaje łuskowaty dach. Balkony wyglądają jak kości, a rybie łuski pokrywają ściany. Dom ten nawiązuje do legendy o świętym Jerzym i smoku, co stanowi element tożsamości narodowej Katalończyków. Casa Batllo najlepiej prezentuje się po zmroku – jego barwna fasada przyćmiewa pozostałe budynki. Cena biletu wstępu wykraczała poza nasz budżet – wynosiła 37€/os. Trudno, może innym razem uda się nam zwiedzić do miejsce od wewnątrz.

Tuż obok Casa Batllo znajdują się dwa interesujące domy: Casa Bonet i Casa Mulleras. Każdy z nich zbudowany został w podobnym czasie, jednak przez zupełnie innego twórcę. Razem z Casa Batllo tworzą tzw. „Jabłko Niezgody”. Na Passeig de Gracia odnaleźć można jeszcze jedno znane dzieło Gaudiego – pieszczotliwie nazywany Kamieliołomem dom Casa Mila. Arteriazwieńczona jest piękną fontanną, która nocą połyskuje na wiele kolorów, stąd już tylko kilka kroków do Placu Katalońskiego.

Mimo, że był to dzień pełen wrażeń to Marcin przygotował dla nas coś jeszcze. Wieczór z kolacją i pokazem flamenco w jednym z barcelońskich klubów. Z całego serca polecam takie widowisko. Śpiewacy są wspaniali, nie mówię już o tańcu który bez dwóch zdań zachwyca! Do tego piękne stroje i ta niezwykła atmosfera… Nie jestem wybitną znawczynią gatunku flamenco, ale ma ono w sobie coś urzekającego, jakąś prawdę… Kolacja też była niczego sobie – czarna paella i przepyszna sangria. Wrażenia niesamowite! To był fantastyczny dzień pełen emocji.

Kolejny dzień rozpoczęliśmy od ponownego spotkania z mistrzem Gaudim. Udaliśmy się na zwiedzanie jednego z jego domów – Pałacu Güell. Cena zwiedzania była przyjemna, bilet wstępu kosztował 9€. Dom ten znajduje się przy najbardziej zatłoczonej i najpopularniejszej ulicy w Barcelonie – La Ramblii. To prawdziwa królowa tapas, ale o tym innym razem.

Skupiając się na pałacu, zrobił on na nas spore wrażenie, a szczególnie jego dach przyozdobiony wieloma fantastycznymi kominami. Każdy z nich jest inny, kolorowszy i ciekawszy. Pałac jest dziewiętnastowiecznym modernistycznym budynkiem, kolejnym dziełem Antoniego Gaudiego. Tym co zwraca uwagę jest żelazna koronka, która pokrywa dużą część ściany frontowej domu. W nim po raz kolejny na piedestale mistrz postawił światło. To ono miało dawać efekt wśród niemal surowych ścian budynku. Centralny salon zwieńczony jest kopułą i kolistymi ornamentami. Poprzez wpadające tam światło ma się wrażenie przebywania w planetarium! W pałacu znajduje się także kilka mebli wykonanych przez Gaudiego. Nie zawsze są perfekcyjnie praktyczne, czasem pełnią bardziej funkcję ozdobną. W mojej opinii będąc w Barcelonie dobrze zobaczyć chociaż jeden z tzw. domów Gaudiego. To prawdziwy kawał historii sztuki!

Opisane przeze mnie zabytki to nie wszystko, co w spuściźnie zostawił po sobie Gaudi w Barcelonie. Są to tylko wybrane miejsca, bardziej znane i łatwiej dostępne. Jeśli ktoś ma więcej czasu polecam poszukanie mniej oczywistych miejsc związanych z tym secesyjnym wizjonerem. Jego sztuka może się podobać lub nie – nie pozostaje obojętna i to właśnie podoba mi się w niej najbardziej.

A co do Barcelony… po kilku spotkaniach z Gaudim udaliśmy się na zwiedzanie zupełnie innego, gotyckiego oblicza miasta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *